poniedziałek, 23 maja 2011

DOMOWY ZIELNIK

Postanowiłam założyć sobie domowy zielnik aby zawsze swieże zioła mieć pod ręką. Na razie jest tylko majeranek ale w planach mam jeszcze bazylie i koniecznie natkę pietruszki.





Uciekam malować krzesła, dopuki mi się chce:)


Dziekuje Wam bardzo za odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam Was cieplutko i życze udanego tygodnia ila:)!

piątek, 20 maja 2011

CIASTECZKA OWSIANE

Długo nie pisałam o pysznościach, więc dziś nadrabiam zaległości. Będzie o ciasteczkach owsianych:) Przepis jakiś czas temu znalazłam w necie, robiłam je już kilka razy i przez ten czas nieco modyfikowałam ich skład. Moim skromnym zdaniem są teraz zdecydowanie lepsze:).
Można przechowywać je w szczelnym pojemniku do 2 tyg. choć u mnie znikają zdecydowanie szybciej. Często zabieramy je na niedziele wypady. O wiele lepiej smakują od kanapki, która po kilku godzinach wożona w plecaku nie prezentuje się zbyt dobrze:/
Dla chętnych na te pyszności podaję składniki:)
płatki owsiane ( u mnie górskie) 500g
100 g mąki
pół szklanki cukru(w zdrowszej wersji można go zastąpić cukrem brązowym lub miodem, ze wszystkim dobrze smakują)
pól kostki margaryny
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 jajko
po 100g. orzeszków fistaszków, rodzynek, słonecznika, czekolada gorzka cała( można dodać mniej)
Ja podaję proporcje na moje ciasteczka, mi wychodzi 80 szt.
Wykonanie:
Wszystkie składniki wsypujemy do miski, dodajemy jajko i margarynę o temp. pokojowej i wszystko dokładnie ręcznie mieszamy. Gdy składniki połączą się ze sobą, formujemy małe kuleczki i spłaszczamy je w dłoniach. Układamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Mi wchodzi na jedną blachę 20szt. Pieczemy w temp. 180 st. przez 30 min.
Na pewno będą smakować:)
SMACZNEGO!














Ciesze się, że wianuszek Wam się spodobał, jednak niestety już nie wygląda tak ładnie jak na początku.


Pozdrawiam Was wiosennie i życzę udanego weekendu! ila:)

środa, 18 maja 2011

KWIATOWO U MNIE



Filip znów chory więc całe dnie spędzamy w domu. Brakuje mi słoneczka i świeżego powietrza, no ale cóż poradzić. Wczoraj jak tylko małżonek wrócił z pracy, wybrałam się na krótki spacer naładować akumulatory. Zawsze chodzę w moje ulubione miejsce, które o tej porze roku pięknie kwitnie, nazbierałam dzwoneczków alpejskich, dzikiej marchwi i innych cudownych kwiatów. Dom od razu stał się radośniejszy.

Zaczęła też kwitnąć kalina, więc nazbierałam sobie kilka sztuk i powstał wianek. Pierwszy raz taki robiłam, i nie wiem jak będzie wyglądać po zasuszeniu. Kwiaty ma troszkę podobne do hortensji, więc może będzie ładny.
Dodałam też kilka fioletowych główek dzikiego czosnku.


Znalazłam też takie cuda, nie mam pojęcia jak się nazywają,
Obowiązkowo przed domem też muszę mieć kwiaty, na razie jeszcze bratki, lecz niedługo zastąpią je pelargonie.


Od jakiegoś czasu mamy na podwórku kotka. Cwaniaczek nieraz wpraszał się do domu, z którego skutecznie był usuwany. Nie mam nic przeciwko żeby był na podwórku, jednak w domu zwierzątek nie chcę. Jakiś czas temu niepostrzeżenie wszedł do domu i o trzeciej w nocy narobił takiego rabanu, że o mały włos nie zeszłam na zawał. Chłopczyki nazwali go Przytulas, no ale podobno to samiczka, wiec po dłuższym zastanowieniu doszli do wniosku, że imienia nie będą zmieniać tylko będzie Przytulaska:)




Dziękuję Wam bardzo za odwiedzinki i za każde słowo, jakie u mnie pozostawiacie:).

Słoneczko zasyłam:) ila!

sobota, 14 maja 2011

BOCZÓW

Dziś byłam prawie w niebie, a to za sprawą wyjazdu do sklepu ze starociami we wspomnianym niegdyś już Boczowie. Lamus- bo tak sklep się nazywa znajduje sie przy trasie do Słubic. Sklep ten, to kilkanaście większych pomieszczeń, w których znaleźć można prawie wszystko. Sama znalazłam dla siebie kilka cudnych rzeczy, jednak ceny były troszkę nie na mój budżet i niestety obyłam się smakiem, no ale do domu z pustymi rękoma też nie wróciłam. Mam coś, czego bardzo szukałam i cieszę się jak dziecko.
Wyjazd do sklepu był typowo babski, wybrałyśmy się z Izą i buszowałyśmy kilka godzin, takie zakupy wcale mnie nie męczą, mogłabym tam być i być:)
Fajne jest to, że ze wszystkimi siostrami mojego Pawła (a jest ich trzy i mama:)) mamy podobny gust. Zawsze jedna drugiej wie co kupić:). Jednak moje rzeczy to nic w porównaniu do tego co Iza chce kupić... wyposażenie sypialni- wspaniałe, piękne, cudowne łóżko, półeczka i wieelka szafa. Jak będę miała okazję to Wam na pewno pokaże:). Niebyłabym sobą gdybym tego nie zrobiła:)

Krzesło widoczne na pierwszym zdjęciu, bardzo mi się spodobało , mogę powiedzieć nawet, że zakochałam się w nim i kupiłam za całe 30 zł.
Jak to Pan powiedział...że dla mnie może być za trzydzieści, ciekawe ile normalnie by kosztowało:), bo troszkę targowałysmy się.
Setki lamp i żyrandoli, na każdy gust i kieszeń, jedne ładne inne nie, ale było tam wszystko


regały uginające się pod ciężarem talerzyków, kubków i innych cudów...




zestawy wypoczynkowe, meble do kuchni, biurka i inne...








cuda na kiju.






To krzesło też skradło moje serce, jednak było ono wraz ze stołem w komplecie, wolałam nawet nie pytać o cenę. Było bardzo wygodne, chwilkę odpoczywałam na nim przed kolejnym "zwiedzaniem":)





Jeśli bedziecie miały kiedyś okazję być w pobliżu to koniecznie musicie tu zajrzeć, na pewno z pustymi rekoma nie wrócicie:)


Dziekuje Wam bardzo za komentarze z poprzedniego posta, cieszy mnie każde słowo, które u mnie pozostawiacie.


Pozdrawiam ciepło i zycze Wamudanej niedzieli ila!

wtorek, 10 maja 2011

SOSNA I NOWOŚCI:)

Od zeszłego roku nosiłam się z zamiarem zrobienia soku z przyrostów sosnowych ale nie wiedziałam jak. Wczoraj pobuszowałam troszkę w internecie i na szczęscie nie musiałam daleko szukać bo Kamilka na swoim blogu zamiesciła przepis.
Wieczorkiem poszłam na spacerek i przy okazji nazbierałam troszke sosenki. Zastanawiałam się czy aby to moje zbieranie nie spowoduje obumierania drzewka, ale okazało się, że takie obrywanie przyrostów nawet bardzo jest dla sosny wskazane.Od razu mi ulżyło:). Pierwszy raz je zbierałam i zupełnie zapomniałam o ochronie dłoni, do teraz mam problemy ze zmyciem żywicy. Więc każdy, kto będzie zbierał je poraz pierwszy niech zaopatrzy się w rękawiczki:).
Specjalnie zakupiłam litrowe weki, które uwielbiam i teraz przyrosty mogą sobie"dojrzewać" w słoiczkach.W pewnym sensie są nawet dekoracją samą w sobie:)




Z nowości to chcę Wam pokazać teraz podstawkę pod butlę z oliwą, kiedyś podgrzewacz. Musiałam dokonać małej modyfikacji:)

I w końcu długo poszukiwany wieszak kuchenny, jestem z niego bardzo zadowolona. Świetnie spisuje się w swojej roli i teraz rzeczy codziennego użytku mam zawsze pod ręką:). Podobno jest to wieszak na zioła, jednak u mnie pełni inną troszkę funkcję:)






Przy okazji odpisując na komentarze z poprzedniego posta, to kaneczkę zakupiłam w sklepie z AGD w Świebodzinie, a jeśli chodzi o zajączka to proszę o maile w tej sprawie:)


Dziękuję Wam bardzo za odwiedzinki, pozdrawiam cieputko i zasyłam Wam promyczek Łagowskiego słoneczka:)ila!

poniedziałek, 9 maja 2011

KONWALIOWY BUKIET

Zaczyna się najbardziej lubiany przeze mnie czas... kwiatobranie:). Dziś przyszła pora na konwalie, udało mi się zebrać bukiet całkiem pokaźnych rozmiarów. W domku roztacza się teraz cudowny intensywny zapach.


Kilka dni temu przemalowałam stół kuchenny, mam jeszcze w planie pomalować krzesła, ale to dopiero za jakiś czas, bo nie lubię tego robić, zwłaszcza przy większych powierzchniach. Krzesła mają dużo zakamarków i muszę uzbroić się w cierpliwość przed ich malowaniem. Zdecydowanie bardziej lubię coś pleść, szyć i wyszywać.
Królisia chętnie mi pozowała:)








Dziękuję Wam bardzo za odwiedziny i serdecznie witam nowych gości:)



Pozdrawiam ila!

niedziela, 8 maja 2011

JAK ZAWSZE W NIEDZIELĘ...

wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę, ale zanim o tym, to jeszcze chciałam szybko ogłosić zwyciężczynią w CANDY została aga:). Gratuluję Ci bardzo i proszę o maila z adresem:)
Przepraszam Was za opóźnienia jednak w międzyczasie wypadło mi kilka spraw po drodze i nie zdążyłam z losowaniem w umówionym dniu. To tyle z usprawiedliwianiem się:).

Niedziele uwielbiam, to dla mnie najlepszy dzień tygodnia, a to za sprawą moich chłopaków. Niedziela przeznaczona jest w całości dla naszej trójeczki, zawsze gdzieś wtedy wyjeżdżamy lub idziemy. Nie wyobrażam sobie siedzenia bezczynnie w domu i gapienia się w telewizor. Dziś wypadło na rower w przyszłym tyg. na pewno będzie spacerek. Filipek testował swój urodzinowy prezent więc nie mogło być inaczej jak wycieczka w ulubione miejsce nad jeziorko. Mój Paweł oczywiście nie był by sobą gdyby się nie wykąpał. Dla Niego to bez różnicy, czy to lato, wiosna, czy zima. Na kąpiel każda pora roku jest odpowiednia:). Nie raz słyszę, że to szaleniec i inne epitety, których nie będę tu wymieniać. Kąpiele w zimie różnie przez różnych ludzi postrzegane. Jednym się to podoba innym nie, jednak ja zdecydowanie wolę taką formę rozrywki mojego małżonka niż siedzenie na kanapie z puszką piwa w ręku.





Mój mały skarb w drodze powrotnej doskonale się spisywał, dziś zrobiliśmy 34km i jestem z Niego niesłychanie dumna:)



A jaka jest Wasza ulubiona forma aktywności?


Pozdrawiam Was słonecznie i dziękuję bardzo za życzonka ila:)