Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyszukane.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyszukane.... Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2012

KONIEC...

Z kupowaniem rzeczy do kuchni. Postanowiłam tak po ostatnich zakupach, którym jak zwykle nie potrafiłam się oprzeć a później zastanawiałam się jak to wyeksponować. Mam z tym coraz większy kłopot... mam wrażenie, że powiedzenie" Co za dużo, to niezdrowo", w przypadku mojej kuchni powoli się sprawdza. Z gumy ona niestety nie jest i cudownie powiększyć się nie chce, dlatego zmuszona jestem ograniczyć kuchenne zakupy.

Kilka dni temu przyjechał do mnie tata i spytał, gdzie chowam zakupy skoro mam tak małą kuchnię a tyle w niej rzeczy, na to ja bez zastanowienia, że mam tajne schowki:)... Czasem sama jestem przerażona, że na tak małej przestrzenie mieści się aż tyle.
Dlatego też jak już kiedyś pisałam muszę patrzeć nie tylko na funkcjonalność danej rzeczy ale też i na estetykę. A skoro estetyczne i funkcjonalne to i troszkę więcej kosztują... portfel już woła żeby dać mu spokój:). Zanim jednak to nastąpiło to kupiłam sobie formę do baby- długo poszukiwaną z zapięciem- dla mnie idealna. Doszedł też do kolekcji kolejny druciany koszyczek- gdy jest pusty, można go złożyć i wsadzić do szuflady:). Całe mnóstwo foremeczek do babeczek, nie wiem czy kiedyś wykorzystam je wszystkie ale na razie spisują się dobrze w roli prostej dekoracji:)  I zawsze znajdę jakieś usprawiedliwienie, aby coś kupić, bo przecież wszystko mi potrzebne:)
Papierowe rurki, to hit w moim domu, Filip przy każdej okazji z nich korzysta. Dobrze, że nie są jednorazowego użytku.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam:)
Pozdrawiam cieplutko
ila

czwartek, 22 marca 2012

ZIELONA PIĘKNOŚĆ:)

 W życiu nie podejrzewałabym siebie o to, że zakocham się w pordzewiałej konewce, a jednak, jak tylko ją zobaczyłam, gdy stała sobie pomiędzy metalowym dziadostwem wiedziałam, że muszę ją mieć... Idę do pana żeby wycenił, a on wielkie oczy robi i mówi... po cholerę mi to? A po to, że "się zakochałam" w niej .:) Kosztowała grosze, tym większa była moja radość:))). Zakupiona oczywiście w Boczowie podczas weekendowego wypadu. Nie jest to jedyna rzecz, którą sobie przywiozłam, troszkę ich jeszcze było, jednak muszę Wam powiedzieć, że to nie ten sam Boczów, który pamiętam sprzed kilku lat... Ceny zdecydowanie poszły w górę a i wyboru dużego nie ma:(. I o dziwo, jak dla mnie podrożał szmelc a staniały rzeczy , które w innych miejscach są grubo przesadzone... Nabyłam osiem talerzy z Angielskiej porcelany za 3 zł sztuka, w innym sklepie były po 10... Mogłabym tak wymieniać ale wolę pokazać Wam moje nabytki, no ale  innym razem:).
Dziś brateczki i wiosenna delikatna aranżacja przed domem... Bardzo skromnie ale tak chciałam:)

 Bratki w dwóch kolorach, niebieskie i delikatne różowe.

 Miałam kilka koncepcji, oczywiście z koneweczką w tle, ale ostatecznie...
 wygląda tak:)
Z czasem pewnie przybędzie kwiatów.
Pozdrawiam Was i życzę słoneczka ila

piątek, 28 października 2011

NA POLEPSZENIE HUMORU.

Ameryki nie odkryję stwierdzając, że na kobiecą chandrę najlepsze są zakupy. Na mnie to działa, a jak nie mam możliwości zakupienia sobie czegoś, to wtedy robię mały"remoncik" i to też pomaga. Zwłaszcza kuchenne przestawiania:). Ostatnie kilka dni wyjątkowo dało mi się we znaki. Filip chory, ja zawalona szyciem, potem sprzątanie, gotowanie, pranie... I nastąpiło zmęczenie materiału. Czasem nie lubię tego okresu przedświątecznego, u mnie właśnie teraz się rozpoczął. Wszystko szybko, ciągle człowiek się spieszy, i do samych Świąt nie wiem czy ze wszystkim się wyrobię. Czy o czyimś zamówieniu nie zapomnę itd....
No ale takie małe drobnostki, jak ta forma do ciasta powodują , że na chwilę zapominam o tej całej gonitwie:).
Forma do baby zakupiona oczywiście w Boczowie:)

Ogarnął mnie szał zbierania emaliowanych kubeczków i garnków. Ten zakupiony również w Boczowie, dodatkowo kupiłam też komplet czerwonych garów emaliowanych. Przy innej okazj pokażę:)

drewniany korkociąg z Boczowa i drewniane przydasie...

Kolejne emaliowane kubeczki od Kasandry, to całkiem nowy zakup. Nie mogłam się im oprzeć. Chyba te czerwone jabłuszka mnie skusiły:)

i maleńki emaliowany kubeczek z krówka od teściowej. Również w Boczowie znaleziony...

zeschnięte owoce dzikiej róży na kuchennym parapacie, ich nie kupiłam, ale mi się podobają:)


Zbliża się długi weekend, tym wszystkim, którzy wyruszają na groby swoich bliskich życzę szerokiej drogi i szczęśliwego powrotu do domu. Pozdrawiam jesiennie ila

sobota, 14 maja 2011

BOCZÓW

Dziś byłam prawie w niebie, a to za sprawą wyjazdu do sklepu ze starociami we wspomnianym niegdyś już Boczowie. Lamus- bo tak sklep się nazywa znajduje sie przy trasie do Słubic. Sklep ten, to kilkanaście większych pomieszczeń, w których znaleźć można prawie wszystko. Sama znalazłam dla siebie kilka cudnych rzeczy, jednak ceny były troszkę nie na mój budżet i niestety obyłam się smakiem, no ale do domu z pustymi rękoma też nie wróciłam. Mam coś, czego bardzo szukałam i cieszę się jak dziecko.
Wyjazd do sklepu był typowo babski, wybrałyśmy się z Izą i buszowałyśmy kilka godzin, takie zakupy wcale mnie nie męczą, mogłabym tam być i być:)
Fajne jest to, że ze wszystkimi siostrami mojego Pawła (a jest ich trzy i mama:)) mamy podobny gust. Zawsze jedna drugiej wie co kupić:). Jednak moje rzeczy to nic w porównaniu do tego co Iza chce kupić... wyposażenie sypialni- wspaniałe, piękne, cudowne łóżko, półeczka i wieelka szafa. Jak będę miała okazję to Wam na pewno pokaże:). Niebyłabym sobą gdybym tego nie zrobiła:)

Krzesło widoczne na pierwszym zdjęciu, bardzo mi się spodobało , mogę powiedzieć nawet, że zakochałam się w nim i kupiłam za całe 30 zł.
Jak to Pan powiedział...że dla mnie może być za trzydzieści, ciekawe ile normalnie by kosztowało:), bo troszkę targowałysmy się.
Setki lamp i żyrandoli, na każdy gust i kieszeń, jedne ładne inne nie, ale było tam wszystko


regały uginające się pod ciężarem talerzyków, kubków i innych cudów...




zestawy wypoczynkowe, meble do kuchni, biurka i inne...








cuda na kiju.






To krzesło też skradło moje serce, jednak było ono wraz ze stołem w komplecie, wolałam nawet nie pytać o cenę. Było bardzo wygodne, chwilkę odpoczywałam na nim przed kolejnym "zwiedzaniem":)





Jeśli bedziecie miały kiedyś okazję być w pobliżu to koniecznie musicie tu zajrzeć, na pewno z pustymi rekoma nie wrócicie:)


Dziekuje Wam bardzo za komentarze z poprzedniego posta, cieszy mnie każde słowo, które u mnie pozostawiacie.


Pozdrawiam ciepło i zycze Wamudanej niedzieli ila!

wtorek, 10 maja 2011

SOSNA I NOWOŚCI:)

Od zeszłego roku nosiłam się z zamiarem zrobienia soku z przyrostów sosnowych ale nie wiedziałam jak. Wczoraj pobuszowałam troszkę w internecie i na szczęscie nie musiałam daleko szukać bo Kamilka na swoim blogu zamiesciła przepis.
Wieczorkiem poszłam na spacerek i przy okazji nazbierałam troszke sosenki. Zastanawiałam się czy aby to moje zbieranie nie spowoduje obumierania drzewka, ale okazało się, że takie obrywanie przyrostów nawet bardzo jest dla sosny wskazane.Od razu mi ulżyło:). Pierwszy raz je zbierałam i zupełnie zapomniałam o ochronie dłoni, do teraz mam problemy ze zmyciem żywicy. Więc każdy, kto będzie zbierał je poraz pierwszy niech zaopatrzy się w rękawiczki:).
Specjalnie zakupiłam litrowe weki, które uwielbiam i teraz przyrosty mogą sobie"dojrzewać" w słoiczkach.W pewnym sensie są nawet dekoracją samą w sobie:)




Z nowości to chcę Wam pokazać teraz podstawkę pod butlę z oliwą, kiedyś podgrzewacz. Musiałam dokonać małej modyfikacji:)

I w końcu długo poszukiwany wieszak kuchenny, jestem z niego bardzo zadowolona. Świetnie spisuje się w swojej roli i teraz rzeczy codziennego użytku mam zawsze pod ręką:). Podobno jest to wieszak na zioła, jednak u mnie pełni inną troszkę funkcję:)






Przy okazji odpisując na komentarze z poprzedniego posta, to kaneczkę zakupiłam w sklepie z AGD w Świebodzinie, a jeśli chodzi o zajączka to proszę o maile w tej sprawie:)


Dziękuję Wam bardzo za odwiedzinki, pozdrawiam cieputko i zasyłam Wam promyczek Łagowskiego słoneczka:)ila!

poniedziałek, 26 lipca 2010

CZASAMI ŻAŁUJĘ....

Czasami mam takie dni, że żałuję, że nie mam jeszcze córeczki. Ostatnio często mi się to zdarza, zwłaszcza gdy chodzę po sklepach, i w poszukiwaniu ciuchów dla Filipka natknę się na jakieś kolorowe, kwiatuszkowe sukienki, wtedy czuje jakąś wewnętrzną tęsknotę ...
Wiem, że jeszcze jest możliwość aby Filipek miał siostrzyczkę ale zastanawiam się nad tym wszystkim, czy chciałabym jeszcze raz to wszystko od nowa przechodzić, rozważam wszystkie za i przeciw. Nie będę się rozwodzić nad tym ale biję się straszliwie z myślami.
Ok, koniec mojego marudzenia, chciałam Wam pokazać powód, między innymi, dla którego zaczęłam tęsknić za jeszcze jednym dzieciątkiem:)
Wózek, kupiony w Świebodzińskim sklepie z używanymi rzeczami do domu, to cudo należy do siostry mojego Pawła, która użyczyła mi go do sesji zdjęciowej:)


Tak wygląda w całości. W oryginalnych kolorach ma materiał w drobne pomarańczowe kwiatuszki. Jego przeznaczenie jeszcze nie jest mi znane ale prawdopodobnie będą stały w nim kwiaty



Wiklinowy kosz cudnie współgra z metalowym spodem

I ta rączka, no wspaniale to wszystko wygląda na żywo

cała konstrukcja dolna jest modelowana i spawana z metalu




W sklepie wyżej wspomnianym, znalazłam tez sporo ciekawych rzeczy do domu i tez zamierzam się Wam wszystkim pochwalić:)
Pozdrawiam Was cieplutko i dziękuje bardzo za odwiedziny ila!




niedziela, 4 lipca 2010

COŚ DLA OKA...

Witajcie moje drogie, bardzo się za Wami stęskniłam:), powolutku nadrabiam blogowe zaległości. Cieszę się bardzo, że już w domu jestem! Powiem szczerze, że wycieczka nie należała do najciekawszych ale znalazłam na niej też coś dla siebie i chciałam się tym z Wami podzielić:)

Po przepłynięciu kanału Augustowskiego zasiedliśmy w przecudnej klimatycznej kawiarence, nie mogłam się oprzeć jej wystrojowi. Małżonek mój zanim zaczęłam się jeszcze przyglądać danym rzeczom powiedział mi żebym przypadkiem czegoś nie zwędziła:). Było tam tak dużo różnych interesujących rzeczy, że prawie w ogóle nie odpoczęłam tylko latałam z aparatem. I powiem szczerze, że miałam ochotę aby coś wziąć na pamiątkę:) na szczęście szybko stamtąd wyszliśmy i wszystko było takich rozmiarów, że niestety nie zmieściłoby mi się do torebki:)





Cudne kolorowe buteleczki było ich chyba ze 200 sztuk, żeliwne garnki...


Emaliowane dzbany, chodziłam koło nich jak zaczarowana:)

Maszyna- w opłakanym stanie, jednak nadal piękna!



Ceramiczne butle, nie wiem czy ktoś by zauważył, że zniknęła jedna:)





Wszystko ustawione na drewnianych dechach na tyłach kawiarenki