czwartek, 26 września 2013

...

Nie musi być idealne...
najważniejsze żeby po prostu było!

Dobrej nocy Wam życzę
ila:)

piątek, 13 września 2013

A NA WEEKEND...

Zapraszam Was na przepyszne ucierane ciasto z węgierkami!
Robiłam je przez całe lato z sezonowymi owocami: truskawkami, poziomkami, rabarbarem, czerwonymi porzeczkami, brzoskwiniami, jabłkami, jagodami, jeżynami, malinami i wreszcie ze śliwkami. Z każdymi z tych owoców smakuje obłędnie!
Jest bardzo proste w wykonaniu i szybkie, a to w pieczeniu ciast lubię najbardziej, że szybko się je robi:)
Na weekend nie może go zabraknąć w moim domu
Podaję szybko przepis i zmykam do prac remontowych. Przy okazji melduję, że jedną ze ścian mamy już zrobioną, nawet nie sądziłam, że tak szybko pójdzie.

CIASTO UCIERANE Z OWOCAMI I MIGDAŁOWĄ KRUSZONKĄ
Składniki na ciasto:
4 jaja
kostka masła lub margaryny
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
200 g mąki pszennej
40 g mąki ziemniaczanej
160 g cukru
szczypta soli

składniki na kruszonkę:
opakowanie migdałów, lub kilka łyżek cukru pudru do opruszenia
100 g mąki pszennej
80 g cukru ( w przypadku kwaśnych owoców można zwiększyć ilość cukru)
kilka łyżek oleju słonecznikowego

Plus oczywiście owoce, dowolna ilość.
Jeśli ciasto robimy z owocami kwaskowatymi, należy je podsypać cukrem i delikatnie wymieszać

Wykonanie:
Masło zmiksować i wymieszać z jajami na jednolitą masę, dodać sól i cukier, mieszać do rozpuszczenia się cukru. Następnie dodać obie mąki wymieszane z proszkiem do pieczenia i całość dokładnie ze sobą połączyć. Wyłożyć masę na uprzednio wyścieloną papierem do pieczenia blachę. Ciasto jest bardzo delikatne i ma konsystencję bardzo gęstej śmietany, dzięki temu będzie bardzo delikatne i puszyste po upieczeniu. Na ciasto nakładamy dowolne owoce, powinny do siebie ściśle przylegać i posypujemy całość kruszonką. Górę obsypujemy migdałami, a jeśli migdałów nie mamy, lub jeśli ich nie lubimy to po upieczeniu ciasto posypujemy cukrem pudrem.
Pieczmy 45 min. w temp. 175 st, do tzw.suchego patyczka.

SMACZNEGO:))!!!





Pozdrawiam Was weekendowo
ila

środa, 11 września 2013

CHŁODNY WIATEREK:)))

Wentylator-tego lata niezbędna rzecz chyba w każdym domu. Ja mój kupiłam na allegro, zupełnym przypadkiem, choć polowałam na niego już bardzo długo. W tej chwili odszedł na zasłużony odpoczynek, bo lato się skończyło a z nim upały.  Szkoda było mi go chować więc stoi na półce, w towarzystwie mojego ukochanego, już wysłużonego ZENITA, którego podczas porządków znalazłam, a wydawało mi się, że już po nim.
Bardzo lubię stylistykę retro, i marzy mi się jeszcze kilka retro drobiazgów do mojego domku, m.in. robot kuchenny Kitchen Aid, no ale to już wyższa półka więc chyba nie w tym życiu:))
Dziewczyny piszecie do mnie, że ostatnio mało mnie tu...No wiem i bardzo chciałabym częściej tu bywać ale niestety nie mam czasu, doba nagle dla mnie zrobiła się zbyt krótka, do tego zaczęliśmy remont Filipa pokoju, który za pewne też troszkę potrwa bo zamierzam uczyć się szpachlować i kłaść panele drewniane:).
Na tą chwilę jestem pełna zapału, od kilku dni wynoszę rzeczy, bo przez kilka lat mieliśmy na poddaszu składzik, teraz się tego pozbywamy.
W głowie od kilku lat miałam narysowany plan urządzania pokoju, mam nadzieję, że choć troszkę uda mi się go zrealizować. Trzymajcie kciuki, a efekty na pewno pokażę. Niebawem:)




Mój staruszek, już zapomniałam jaki jest ciężki:)



Lnianą torbę ze skórzanymi uchwytami kupiłam u Marty, uwielbiam ją bo jest pojemna i doskonała na babskie zakupy:)

Pozdrawiam Was i ciepełko zasyłam:)
ila

sobota, 31 sierpnia 2013

STARA - NOWA KUCHNIA.

Puk puk, jest tu jeszcze ktoś???
Mam nadzieję, że wybaczycie mi tak długą przerwę w blogowaniu, no ale od września planuję znów bywać tu z Wami częściej:))
Doczytałam, że w poprzednim poście obiecałam pokazać Wam schody, i pokażę ale następnym razem... Dziś na tapecie moja kochana kuchenka, po remoncie.
Remont nie był duży, w sumie to w planach mieliśmy tylko kafelkowanie, no ale okazało się, że trzeba wymienić szafkę pod zlewem, a później już wszystko jak po sznureczku musieliśmy wymieniać. Nie było mowy wstawiania do kuchni nowych mebli pod zlew gdyż rury od kanalizacji umieszczone mam w podłodze...Postawiłam na podmurówkę z cegieł budowlanych, a na nich umieściliśmy drewniany blat, który zrobił  mój ulubiony stolarz:). Teraz w kuchni mam istne lotnisko a na nim mnóstwo miejsca i z tego powodu jestem bardzo szczęśliwa:).
Zlew (najtańszy w sklepie) wybraliśmy jednokomorowy, co zaoszczędziło nam dodatkowo miejsce na blacie, plus bateria też najtańsza w sklepie bo okazuje się, że stylistyka retro niezbyt jest lubiana przez potencjalnego klienta.
Teraz pralka bez problemu mieści się pod blatem i nie straszy:).


W dużej butli tegoroczna naleweczka z wiśni i dżemy aroniowo - jabłkowe. Pyszne!!!


W końcu mam też wagę pod ręką, wcześniej wciśnięta była w kąt na lodówce...




Za jasną firanką kryje się pralka:)
 Odkąd się tu wprowadziliśmy, zawsze marzyłam o takim blacie i ceglanych ścianach, w końcu je mam!
I jeszcze bardziej wprawne oko zauważy, że nie mam już szpecącego filaru, a blat na murku jest również drewniany. Wcześniej miałam kafelki. Teraz całość o niebo lepiej się prezentuje


Całe 180 cm miejsca! Już nie jestem wciśnięta w kąt gdy myję naczynia, dopiero teraz wiem jaki to luksus:))


Kończę swoją kuchenną opowieść, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam :). Zmykam cieszyć się ostatnimi wakacyjnymi promyczkami słońca, a od września znów będę z Wami:)
Pozdrawiam sobotnio
ila

niedziela, 14 lipca 2013

PROSTA KOMPOZYCJA...

Zbędne jest teraz moje pisanie o tym, że jestem zapracowana i że nie wyrabiam się aby tu z Wami być, cóż takie życie... Nie będę obiecywać, że będę tu częściej bywać bo sama nie wiem, a nie chcę Wam robić niepotrzebnych nadziei. W miarę możliwości postaram się pisać częściej:).
Nadal trudno pogodzić mi pracę z obowiązkami domowymi, jeszcze się tego uczę:)).
Jutro w końcu mam wolne, i to nawet kilka dni, które planujemy z Pawłem spędzić na Kaszubach...całe trzy dni spędzone na błogim lenistwie, na totalnym nicnierobieniu, tylko spacery, spacery, spacery.

No ale miałam o czym innym pisać. Jakiś czas temu małżonek mój znalazł oto, tą maleńką niepozorną buteleczkę w cudownym kolorze i podarował mi ją twierdząc, że na pewno mi się przyda, i przydała się.
Jest wazonem dla drobnych bukiecików, które dostaję od Filipa, ale także dla moich prostych kompozycji, jednokwiatowych.
Bladoróżowe kwiaty stojąc w tym maleństwie bardzo przyciągają wzrok...Czyż nie uroczo wygląda w niej pastelowy clematis czy różowa krakowianka?:)
A pudrową, szydełkową różyczkę dostałam od Anne. Uwielbiam ją Aniu:)




Krakowianka z mojego ogródka, w tym roku posiałam ich mnóstwo i pięknie teraz rozkwitły, szkoda tylko, że tak szybko przekwitają.




Clematis przyniosłam ze spaceru, czy ktoś wiem może co to za odmiana, bardzo bym chciała mieć go u siebie. Ma niesamowity kolor.


Pozdrawiam Was cieplutko!
Ps. jutro jak mi się uda, to postaram się wkleić zdjęcia schodów, którymi od trzech tygodni się cieszę:)
Dobrej nocy!
ila:))

niedziela, 16 czerwca 2013

DUŻO SIĘ DZIEJE...

Obiecałam Wam i sobie, że częściej będę tu bywać, jednak na tą chwilę nie jest to możliwe...Ostatnio całe dnie spędzam w pracy, a w wolnych chwilach (jest ich coraz mniej) chłonę słonko i delektuję się dniami spędzanymi z moimi chłopakami. Piszę dzisiejszego posta, żeby troszkę się usprawiedliwić, bo gdybym tego nie zrobiła to blog chyba umarłby śmiercią naturalną bowiem nie mam nawet czasu aby do Was zaglądać:(.
Kilka lat na bezrobotnym sprawiło swoje, do tej chwili uczę się organizować dzień tak, aby jak najwięcej z niego wycisnąć, kiedyś czas trwoniłam, dziś wykorzystuję go maksymalnie a czasami nawet mam wrażenie, że doba jest zbyt krótka... Bywa i tak, że w domu jestem gościem ale nie narzekam, wręcz przeciwnie, jestem z takiego stanu rzeczy bardzo zadowolona:)).

Ogród rządzi się własnymi prawami, truskawki  i poziomki już czerwone, nawet nie mam czasu kiedy ich zerwać, no ale jutro mam wolne więc pobuszuję sobie troszkę po nim:).

A tu już z innej beczki... moje ukochane zwiastuny lata! Za kwiaty właśnie tak kocham lato i jeszcze za rabarbar i truskawki:)



Pozdrawiam Was cieplutko i słoneczka życzę
ila:)

środa, 29 maja 2013

SÓL ZIOŁOWA.

W niedziele miałam przyjemność być na Komunii siostrzeńca mojego małżonka, a tam jadłam najlepszy rosół na świecie! Doskonale doprawiony, nie za ostry i nie za mdły, proporcje warzyw i przypraw doskonale wyważone. Wydawało mi się, że ja też robię dobry rosół ale po zjedzeniu tego, wiem , że jeszcze muszę się dużo nauczyć, aby zrobić dobry rosół:)).
Od  jakiegoś już czasu staram się nie używać w mojej  kuchni gotowych mieszanek warzywnych typu wegeta, a od kilku lat nie stosuję żadnych gotowych sosów, które do przygotowania wymagają tylko oleju. Nie używam, bo po prostu pachną dla mnie chemią... Będąc w Świebodzinie znalazłam na rynku, mały niepozorny sklepik ze zdrową żywnością i ogromnym wyborem mąk do pieczenia chleba. Od teraz to mój ulubiony sklep! Zaopatrzyłam się w kilka rodzajów mąk, m in. do zrobienia zakwasu pszennego, w suszone warzywa do sporządzenia własnej wegety i sól morską, z której dziś przyrządziłam swoje własne zdrowe ziołowe przyprawy.
Do aromatyzowania soli nadają się wszystkie zioła, i niekoniecznie musi być to sól morska, może być też sól kamienna..
Zrobiłam kilka rodzajów soli: do zup, mięs, sałatek, i ziemniaków. W sumie do wszystkiego się przydadzą:)))
Na przyprawę do mięs i ziemniaków potrzebujemy: szklankę soli morskiej lub kamiennej, duży pęczek  rozmarynu. Rozmaryn drobno siekamy, wkładamy do moździerza, dosypujemy sól i dokładnie ucieramy...



 Uwielbiam kotlety mielone z majerankiem, więc nie mogło zabraknąć u mnie soli majerankowej:
Obieramy łodygi z liści, wkładamy do moździerza, dosypujemy sól i rozcieramy dokładnie.



I sól z pietruszką i lubczykiem do zup, wykonanie takie jak wyżej:). sól można uzupełniać nawet samymi ziołami, wtedy aromat będzie miała intensywniejszy.






Zioła w kuchni mam okrągły rok, zimą zazwyczaj pietruszkę i mrożone zapasy z lata, a wczesną wiosną i latem to posiadam chyba wszystkie możliwe:). Jestem zdania, że w kuchni bez ładnego garnka się obejdę ale bez dobrych ziół to na pewno nie.
W zeszłym roku na parapetach okiennych miałam białe pelargonie, które latem spaliło słońce, bo okna usytuowane mam od strony południowej, teraz na parapetach stoją ogromne donice z ziołami. Jest zielono i pachnąco:)
Zdjęcia ziółek są  robione  z domu, w tle moja drewniana szopka:)))