poniedziałek, 17 lutego 2014

KUCHENNA ZMIANA:)

Bardzo długo zastanawiałam się nad pomalowaniem ceglanego murku w kuchni, zastanawiałam się jak to będzie wyglądać, miałam też obawy z tym związane, a konkretnie z tym czy małżonek nie będzie miał nic przeciwko. Okazało się jednak, że nawet nie zauważył różnicy:))). Szalenie podobają mi się malowane ceglane ściany, ale podeszłam do sprawy z wielkim lękiem i drżącymi rękoma, no ale udało się, dla mnie efekt jest fajny, kuchnia jest teraz dużo jaśniejsza. Uszyłam też białe zasłonki, które dopełniają całości.


Zamontowałam też do blatu wieszaczek od Ewy, w końcu ściereczka wisi na miejscu i nie muszę jej szukać, wcześniej ciągle znikała z zasięgu mojego wzroku.








Znoszę do domu kwiecie wszelkiej maści i koloru, za oknem już wiosna więc w domu też chcę mieć jej namiastkę. Od kilku dni pięknie świeci u nas słoneczko, ptaszki śpiewają jak szalone, człowiekowi od razu robi się cieplej na serduchu.
A to dopiero luty, miejmy nadzieję, że jednak zima już do nas nie wróci.




U mnie pastele tylko w postaci koloru kwiatów i nie zamierzam tego zmieniać:). Natomiast przeprosiłam się z niebieskim we wnętrzu i nieśmiało zaczynam go wprowadzać, na razie w postaci dodatków ale to i tak śmiały krok z mojej strony:)
W Boczowie na gratach znalazłam kilka ciekawych rzeczy w tym kolorze, głównie do Filipa pokoju ale i do kuchni.




Takie maleństwo pachnące, a daje tyle radości.
 Wiosna jest piękna!


Wesołego poniedziałku Wam życzę
 Pomimo choroby Filipa i niestety przymusowo wydłużonych ferii, ja staram się aby nasz poniedziałek był fajny i pełen słonka.
ila

środa, 12 lutego 2014

FERIE NAD POLSKIM MORZEM

Kasieńko jak obiecałam dzisiejszy post jest dla Ciebie:))))
Nad Bałtykiem nie ma już śladu zimy, za to świeci i grzeje wspaniale słoneczko:).
To takie oczywiste, że zimą jeździ się w góry a latem grzeje się na plaży... My postanowiliśmy tą oczywistość troszkę zmienić i wybraliśmy się nad nasz piękny Bałtyk. Morze uwielbiam ale nie lubię tłumów, jakie można znaleźć nad nim właśnie latem, dlatego nie jeździmy tam w sezonie.
W feriowy weekend wybraliśmy się do Słowińskiego Parku Narodowego. To przepiękne miejsce, bez tłumów, za to ze wspaniałymi krajobrazami. Mimo, że to prawie środek lutego, to nie dało się  tego odczuć, a gdybym tam osobiście nie była i tylko oglądała zdjęcia, to pomyślałabym, że to środek lata...
Same zobaczcie:)
Zjeździliśmy kawałek wybrzeża, Łabę, która z resztą jest bardzo ładnym miastem, czego niestety w sezonie nie widać. Rąbki, z nich przekroczyliśmy teren S.P.N. Hel to miasto z kolei mnie rozczarowało, myślałam, że jest ładniejsze  ale to tylko moje zdanie. W Helu odwiedziliśmy też fokarium, które bardzo Wam polecam, bo foki to naprawdę inteligentne i piękne zwierzęta. 












Słowiński Park Narodowy od strony plaży






Wypłukane przez wodę drewienko


Foczka w fokarium


Hel, widok z plaży


To już Władysławowo, w drodze powrotnej z Helu, zatrzymaliśmy się na pięknej plaży.


Malownicze statki na kanale w Łebie, w porcie można było kupić pyszne świeże ryby.




Czy ktoś da wiarę, że to środek zimy:))?










Dziś dużo zdjęć więc, tym którzy dotrwali do końca serdecznie dziękuję:)))
Pozdrawiam Was wieczorową porą i życzę wspaniałego czwartku:)
ila

czwartek, 6 lutego 2014

MAŁŻONEK PRAWDĘ CI POWIE:)))

Dwie noce nad nim spędziłam a małżonek mój zobaczywszy go stwierdził, że nie przypomina anioła, mało tego powiedział, że wygląda jak rasowy kibol , porażony prądem. Ot tak mu się spodobał bardzo:)))
A mi... mi się podoba bardzo, tym bardziej, że od podstaw wymyśliłam i zrobiłam go sama. Nie chciałam, żeby był aniołem tildowym mimo, że może buźka troszkę je przypomina ale będę nad tym pracować. Zauważyłam, że aniołom bardzo trudno zrobić ciekawą twarz, zwłaszcza jak się nie potrafi malować:(.
 To prototyp, ale mam jeszcze pomysły na inne i co najważniejsze będą to sami mężczyźni:).
Jak wiecie lubię rzeczy proste i nieskomplikowane w wykonaniu, tego aniołka szyłam ręcznie, nie sprawił mi większych kłopotów, mam nadzieję, że kolejne też będą takie.
A jak Wam się podoba:))???
Mile widziane wskazówki:)




Płaskie skrzydełka umocowałam mu na pleckach za pomocą  sznurka parcianego, to już drugie skrzydełka, wcześniej miał białe wypchane flizeliną ale nie wyglądał z nimi dobrze. Filip stwierdził, że z tymi mu zdecydowanie lepiej:)


Ostatnio noce spędzam na rysowaniu nowych projektów, jakoś w nocy lepiej  mi się myśli i coraz to nowsze pomysły wpadają do głowy. Zobaczymy co z tego wyjdzie, trzymajcie kciuki:)))
Pozdrawiam Was cieplutko i miłego dnia życzę
ila:)

niedziela, 26 stycznia 2014

DESKI

Mam bzika na punkcie desek do krojenia, mam ich już jedenaście i ciągle mi mało. Używam wszystkich, nadają się również do serwowania wszelkiego rodzaju wędlin, serów i mięs. Wczoraj przybyły do mojej kolekcji kolejne dwie:) Zrobione przez mojego małżonka oczywiście, ja tylko narysowałam  kształt on zajął się całą resztą. Są ze starej sosnowej deski, więc nie nadają się do tego aby na nich kroić, natomiast przydadzą się do serwowania potraw:).
Uwielbiam je! Rączki mają tak wyprofilowane, że doskonale układają się w dłoni, więc przenoszenie na nich czegokolwiek nie sprawia kłopotu.
Marzy mi się jeszcze okrągła duża decha z rączką, może kiedyś i tej się doczekam, no ale jakby robić ją samemu to już wyższa szkoła jazdy.
Do zrobienia ich, wybrałam  taką deskę, aby miała jak najwięcej zadrapań, dziur po kornikach i sęków, przeszlifowałam papierem ściernym, zaolejowałam i gotowe. Przy rączkach widać jeszcze maleńkie wgłębienia od piły ale to już kosmetyka, na dniach się tym zajmę:).
W końcu posegregowałam sobie deski, tych używam tylko do serwowania,  inne z kolei służą do krojenia.















 Czasem tak mam, że muszę sobie w kuchni gary poprzestawiać, aby poprawić sobie humor i tak w piątek przeleciałam całą kuchnię, przestawiałam to tu to tam.
Zdemontowałam wieszaczki nad kuchenką, jakoś przytłaczały mnie i ciągle coś mi spadało do garów:(.
Zostawiłam jeden, najważniejszy na kuchenne łapki.
Teraz jest bardziej przejrzyście. Mam jeszcze pewien szalony plan odnośnie kuchennych "mebli", ale jeszcze zastanawiam się nad tym, muszę wziąć pod uwagę wszystkie za i przeciw i wtedy zobaczymy...



 Doszły mi też do kuchni nowe słoiczki, na produkty sypkie, tych nigdy za dużo:))
Butelki na oliwę kupiłam sobie na straganie ze starociami w Łagowie, cały komplet za całe 10 zł. To był złoty interes:)




Delikatne lampioniki w tacy od Ewy, uwielbiam jak wieczorem się palą.


Cudownej niedzieli Wam życzę
ila:)

środa, 15 stycznia 2014

TĘCZOWA GIRLANDA...


Uwielbiam wszelkiego rodzaju girlandy i kolorowe "wiszonka" w pokoju dzieci, i nie ma znaczenia czy to pokój dziewczynki czy chłopca, girlanda w każdym pokoju wygląda fajnie.
Filipowi zrobiłam tęczowe z papieru, bo chciałam aby kolorami odbiegały od koloru ścian i były taką małą kropką nad i:).
 Z szuflady wyciągnęłam kolorowe karteczki, poukładałam  i przykleiłam na lnianym sznurku. Ciekawostką jest to, że pisałam kiedyś na tych kartkach listy do mojego małżonka:), i duża część mi jeszcze czystych pozostała, z sentymentu wykorzystałam je. Życie nasze zatoczyło koło:) Pisząc pierwsze listy nie miałam świadomości, że spędzimy razem życie a teraz kartki zdobią pokój NASZEGO syna:))
Poniżej znajdziecie króciutki kursik, jak taką papierową girlandę wykonać:)

Pomalowałam też Filipa biurko, które skonstruował mój małżonek, Filipowi wygodnie się z niego korzysta a ja jestem z jego wyglądu bardzo zadowolona:)


Biurko w 100% jest wykonane z materiałów z odzysku, kozły wykonane są z drewnianych łat, które pozostały po remoncie a blat to pozostałość po podłodze, którą malowałam w szachownicę:))). Z czasem wymienimy blat na dłuższy i szerszy, na tą chwilę musi tak zostać:))


Podłoga od szurania krzesłem, traci niestety kolory, nawet podkładki filcowe nic nie dają:(, wiosną chyba ją zabezpieczę ją lakierem.


A macie może pomysł, jak ukryć kable od komputera? to moja największa zmora.
Z prawej strony, zawiesiłam na ścianie mapę Polski, zaznaczamy na niej miejsca, w których byliśmy:), planuję jeszcze kupić tablice korkową, ale nie mogę nigdzie znaleźć


Girlandki są dwie, jedna króciutka przy biurku i ponad 3 metrowa na suficie, zwisająca na całej długości pokoju.


Okno w pokoju Filipa umieszczone jest 30 cm nad podłogą, jeszcze zanim wyremontowałam mu pokój marzyłam o siedzisku przy oknie, aby można było obserwować ptaki. Kupiłam więc dużą paletę, cztery koła i wymodziłam wygodne siedzisko. Koc jest chwilowy bo planuję zrobić gąbkowy materac, który będzie siedziskiem,  i który czeka już od zeszłego roku. Tylko zabrać się jakoś nie mogę.


Z kolei koło łóżka dokleiłam patyki przywiezione z wakacji na Rugię, służą chwilowo za wieszak na medale:))
I kocuuurrrrrr - przytulanka od cioci Kasi, cała rodzinka lubi na nim leżeć:).
Kasiula buziaki wielkie za niego:))


No i w końcu wspomniany kursik na girlandę:)
Potrzebujemy kolorowe kartki, im więcej kolorów tym lepiej. Można w sklepach papierniczych kupić kolorowe kartki z brystolu, też się nadadzą.
Oprócz kartek potrzebujemy ołówek, nożyczki, taśmę dwustronną, sznurek lniany lub tasiemkę, no ale ładniej wygląda na sznurku.
Wycinamy prostokąty w interesujących nas wielkościach, moje mają 10-4 cm.




Zginamy prostokąty na pół i u dołu zaznaczamy środek, łączymy ze sobą dwa boki , jak na załączonym obrazku:))


Od wewnątrz z jednej strony podklejamy, jeszcze nie wycięte krawędzie taśmą dwustronną, wtedy łatwiej będzie nam wycinać trójkąty. Po przyklejeniu taśmy wycinamy kształt trójkąta, wkładamy w środek sznurek i zaklejamy. Zdjęcia starałam się robić czytelne, ale w razie pytać, piszcie:)))


 Zmykam sprzątać, bo dziś mam dzień wolny i muszę go porządnie wykorzystać:))))
Udanej środy Wam życzę
ila:)

niedziela, 12 stycznia 2014

WIOSENNIE

Na osłodę zimy, której nie ma a na pewno będzie kupiłam sobie cudowne szafirki. Uwielbiam te kwiatki.I jak zauważyłyście zrobiłam też wiosenny banerek:)
W weekend tak cudownie świeciło słoneczko, że w powietrzu czuło się już wiosnę. Martwi mnie to jednak, bo przyroda szaleje, kwitną stokrotki, pojawiają się pierwsze pąki na bzach i bazie, a co to będzie jak spadnie śnieg?
Po Bożym Narodzeniu zawsze mam problem, bo niby nie czuje już klimatu świąt ale też nie jest na tyle blisko do wiosny aby dom ubierać w kolory, a w tym roku to już totalnie wszystko się pokręciło.
Mimo to staram się jednak ocieplać dom kwiatami, niech wosno-zima będzie radośniejsza:)
        

 W takich słonecznych dniach, jak dzisiejszy, wypiliśmy sobie też kawkę z moich ulubionych kaszubskich filiżanek, uwielbiam ten motyw i połączenie kolorów:).


Pozdrawiam Was cieplutko i życzę udanego tygodnia:)
ila