środa, 8 września 2010

LEŚNE SKARBY

Filip nadal chory i uziemiona siedzę z nim w domu, biedaczek ma dosyć tego , i już nie wiemy jakie zabawy wymyślać. Mi z kolei brakuje energii i nic się nie chce robić, jakoś dzisiaj taki kiepski dzień mam. Paweł pracuje do późna i jak wraca z jednej pracy to szykuje się do kolejnej i tak w kółko. Jednak dziś miałam możliwość na chwilkę wyskoczyć do lasu- było cudnie, nawet te kilkanaście minut sprawiło, że odzyskałam energię i dobry nastrój a do tego przyniosłam sobie mech i szyszki, z których powstała kolejna jesienna dekoracja. Zrobiłam kule z mchu, niezwykle proste do wykonania a efekt zadowalający, do tego są naturalną ozdobą stołu i przede wszystkim bardzo trwałą, bo mech bardzo ładnie wygląda nawet zasuszony. W tej chwili kuleczki leżą na wiklinowej tacy bo jakoś nie mam koncepcji co by z nimi jeszcze zrobić, może porozkładam je na parapecie albo porozrzucam gdzieniegdzie, zobaczymy!
Jeśli którejś z Was podobają się to można bardzo szybko je wykonać, wystarczy szara gazeta, drut, zielona nitka i oczywiście mech. Gazetę drzemy na różne wielkości i zwijamy w kulkę(mi Filipek pomagał:)). Ja mam kilka wielkości i fajnie ze sobą wygadają:), gazetową kuleczkę ściskamy drutem i tym samym nadajemy jej kształt kulki, następnie owijamy mchem i nitką:)
A później robimy z nimi co chcemy, ładnie też wyglądają pod szklanym kloszem lub na tacy(robiłam przymiarki:))

Bardzo dobrze nadaje się do ich zrobienia mech zdzierany z kamieni lub spróchniałych pni- jest cieniutki i czysty od spodu:)




Pozdrawiam Was cieplutko ila!!!


poniedziałek, 6 września 2010

POWOLI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA...

jednak u mnie nadal w letnim klimacie, a to za sprawą owocowej sałatki, jaką zrobiłam dla mojego przedszkolnego zucha bo coś biedaczek mi się rozchorował:(. W przedszkolu już niewyraźnie wyglądał a teraz leży w łóżeczku. Mam nadzieję, że witaminki szybko postawią go na nogi i obejdzie się bez wizyty u lekarza, bo bardzo tego nie lubię, zawsze jak tylko się lekko podziębi to od razu staramy się podawać mu sprawdzone przez nasze babcie i prababcie leki z domowej apteczki.
Skład takiej sałatki raczej nie jest odkryciem jednak ja do niej dodałam jeszcze orzeszki, rodzynki i miód.

Dla Filipa siedzenie w domu jest największą karą na świecie, jak usłyszał, że jutro z przedszkola nici to od razu zepsuł mu się humor, no ale co zrobić jak mus to mus, trzeba się wykurować.





Zaczynam pomalutku przygotowywać dom na nadejście jesieni, wrzosy i bluszcze o tej porze koniecznie muszę mieć w domu, w tym roku jeszcze nigdzie nie spotkałam ozdobnych dyń więc powciskałam miedzy gałązki wrzosu zimowe jabłka:). Poznosiłam też z dworu pelargonie, a na ich miejsce powsadzam wrzosiki.
Podobno wrzosu nie powinno się mieć w domu bo przynosi pecha i takie tam różne, ale ja w to nie wierzę, co roku mam kilka wrzosów i jakoś nic się nie dzieje, a co ma być to i tak nas nie ominie, bez względu na wszystko. Gdybym słuchała tych wszystkich osób co wymyślają te wszystkie głupoty to chyba niczego bym w domu nie miała a, że nie wspomnę o zasuszonym bukiecie ze ślubu:)













Pozdrawiam Was ciepło w te chłodne dni i życzę Wam dużo zdrowia:) ila!



niedziela, 5 września 2010

MINIONY WEEKEND...

Witajcie, nie będę się dziś rozpisywać opowiem Wam za pomocą zdjęć o wspaniale minionym weekendzie:), zapraszam serdecznie do oglądania!







Wyjazd bardzo udany ale też bardzo chłodny i nie obyło się bez ciepłego kocyka i cieplutkiej herbatki z cytrynką








Mieliśmy okazje podziwiać piękne krajobrazy...




i zachody słońca nad J. Lubikowskim






Pozdrawiam Was juz niestety jesiennie ale nadal cieplutko i dziękuję za wszystkie komentarze jakie u mnie zostawiacie:)
ila!














środa, 1 września 2010

PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY

Dziś szczególny dzień w życiu nie tylko mam ale i ich pociech. Mój skarb dziś po raz pierwszy przekroczył próg przedszkola i... w przeciwieństwie do Filipa ja bardzo to przeżyłam.
Do przedszkola mamy niespełna trzy kilometry więc troszkę musieliśmy się nachodzić, a im bliżej byliśmy celu tym mocniej serce mi waliło, plątanina myśli i uczuć nie dawała mi spokoju, a co się okazało- Filipek wszedł do przedszkola jakby był w nim stałym bywalcem, za to ja myślałam, że się rozpłaczę jak bóbr. Chwilkę oswajał się z dzieciaczkami ale po chwili już się pięknie bawił. Gdy wracałam do domu coś w środku mnie ścisnęło, czułam się jakbym była bez ręki, no ale co zrobić muszę się przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy- mój syn jest już przedszkolakiem!!


A czy wiecie co robi matka przyszłego przedszkolaka w nocy gdy nie może spać?
Szyje woreczek na kapcie i inne niezbędne rzeczy:)






Musiałam czymś zająć ręce i myśli:)
Od kilku dni po blogowym świecie wędruje zabawa w "lubię", i dostałam do niej zaproszenie przez Aśkę z Mojej chwili, Asiu dziękuję Ci bardzo:)
Zasady są znane należy zaprosić do tej zabawy dziesięć osób i poinformować je o tym w komentarzu
Trzeba też wymienić dziesięć ulubionych rzeczy lub czynności, ja za chwilkę to zrobię jednak teraz chciałabym zaprosić do niej wszystkie blogowe koleżanki, bo dlaczego mam wybierać tylko 10 skoro wszystkie Was lubię:)
LUBIĘ...
-spacery z moimi chłopakami
-odgłos spadających jesienią liści i śpiew ptaków na łące
-lubię(kocham) mój dom i miejscowość, w której mieszkam
-twórczych ludzi
-prowadzić bloga:)
-lubię patrzeć na padający za oknem śnieg
- wieczorami siedzieć w blasku świec z lampką wina
-sprawiać innym radość
-kwiaty
-lubię po prostu być!
Pozdrawiam Was cieplutko ila:)!!

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

KUCHENNIE-CZĘŚĆ DRUGA, OSTATNIA:)

Witajcie, jak obiecałam dziś przedstawiam drugą część mojej kuchenki:), Teraz to dopiero widać jaka jest maleńka, mam bardzo dużo w niej rzeczy jak na jej rozmiary, bo lubię mieć wszystko pod ręką, zwłaszcza deski do krojenia i wszelkiego rodzaju słoiczki. Ciekawa jestem co by się tu działo gdyby kuchnia była nieco większa:)
Uwielbiam emaliowane garnki i wszelkiego rodzaju naczynka jednak ich ceny przyprawiają o zawrót głowy, ale nie odpuszczam, jak tylko napotkam jakiś ciekawy garnuszek to staram się go kupić, teraz poluje na emaliowany czajniczek:)

Regał kuchenny poskręcałam ze starego regaliku na książki, Paweł obciął nogi a ja dorobiłam zasłonkę, jak na razie to bardzo dobrze się sprawdza w roli kuchennego mebla. Na naszą trzyosobową rodzinę jest w sam raz, lecz w przyszłości marzy mi się coś ciekawszego, może jakoś głęboka komoda z szufladami...?!








Widok z murku dzielącego pokój od kuchni, staram się na nim trzymać rzeczy najbardziej przydatne i jednak troszkę ozdobne:)

Drewniane przybory już mi się nie mieściły w drewnianym wiadereczku wiec zamieniłam je na ocynkowane, i dobrze mu w tej roli:)

I na koniec tradycyjnie nie może zabraknąć w mojej kuchni suszonych ziół i przypraw a i ozdobne bukieciki się znajdą:)




Pozdrawiam Was moje drogie cieplutko życząc Wam miłego tygodnia ila!!






sobota, 28 sierpnia 2010

ZIELNIKOWO...

Witajcie moje drogie, bardzo chciałam Wam podziękować za przemiłe komentarze pod ostatnim postem. Ja moją kuchenkę bardzo lubię ale nie sądziłam, że może się aż tak Wam spodobać- bardzo mnie to ucieszyło:)
Dziś przedstawiam wcześniej zapowiedzianą ramę okienną:) zrobiłam sobie z niej wieszak do przedpokoju z zielnikowymi wstawkami. Pierwszy raz w życiu robiłam zielnik, szczerze mówiąc to nie miałam pojęcia jak go się robi, troszkę pomógł mi w tym Paweł- w końcu jest przyrodnikiem:). Coś mi się wydaje, że to nie ostatni zielnik w moim życiu ale nastepne zdecydowanie będą mniejszych rozmiarów. Chodziło mi o to, aby całość wyglądała na bardzo stare i pasowała do ramy, znalazłam szary podniszczony, pognieciony papier i zrobiłam z niego tło dla ziółek. Bardzo podobają mi się stare pożółkłe ryciny z ziołami ale niestety takich rozmiarów nie miałabym gdzie wydrukować, a po co przepłacać w drukarni skoro można zrobić to samemu:). Jak dla mnie efekt jest zadowalający, bardzo ciekawie prezentuje się całość na białej ścianie, mam nadzieję, że będę miała okazję Wam kiedyś go jeszcze pokazać ale to chyba muszę innym aparatem zrobić zdjęcie.
Przy okazji chwale się wrzosowym wianuszkiem, jaki zrobiłam. Ushii całkiem podobny prezentuje na swoim blogu. Jej zawsze mi się podobał i zrobiłam sobie identyczny:). Mam jeszcze kilka z wykorzystaniem mchu ale to już innym razem:)


Ramy mocno nie malowałam, szczerze mówiąc to nie za dużo z nią robiłam odarłam ją tylko ze starej farby wyczyściłam i maznęłam białą farbą, chodziło mi o to aby jak najwięcej pokazać "starości".








Pozdrawiam Was bardzo cieplutko i miłej niedzieli życzę ila!!



czwartek, 26 sierpnia 2010

KUCHNIA- ODSŁONA PIERWSZA:)

W końcu znalazłam czas aby pochwalić się Wam moją "nową" kuchnią. Biały jest strzałem w 10, kuchnia zyskała nowy- lepszy wygląd:).. Efekt końcowy dla mnie jest zadowalający jednak aby go uzyskać troszkę trzeba było się napracować, zwłaszcza przy malowaniu półek, przy szóstym razie straciłam rachubę ile dokładnie je razy malowałam, farba straszliwie wsiąkała i nie pokrywała ich tak jak chciałam, ostatecznie zostawiłam je z maleńkimi przetarciami:).
Kuchenka już od dłuższego czasu potrzebowała odświeżenia ale jakoś nigdy nie było na to czasu i w końcu podjęłam decyzję o remoncie z dnia na dzień. Kupiłam farby i wzięłam się do pracy, na początku wszystko sama robiłam bo małżonek mój musiał się troszkę dłużej oswajać z tą sytuacją ale jak już to zrobił, to bardzo mi pomógł w remoncie, tak mu się to całe malowanie spodobało, że przemalowaliśmy jeszcze pokoik gościnny, i tym sposobem mam piękne białe czyściutkie mieszkanko:). Tylko w pokoju zabronił mi malować półki na biało bo kuchenne przemalowane nie przypadły mu do gustu, ale na szczęście w domu nie wtrąca się do moich koncepcji i wszystko robię po swojemu. Jego praca ogranicza się czasem tylko do komentowania:)

Zatem przedstawiam kuchnię, troszkę kiepskiej jakości zdjęcia bo dziś wyjątkowo deszczowy dzień mamy ale i tak Wam się chwalę :)




Będąc przejazdem w mieście weszłam do mojego ulubionego sklepiku i oczywiście czekał tam na mnie dzbanuszek:), udało mi się nawet naprawić rączkę i jestem przeszczęśliwa:)
Podkładkę pod kalendarz wyszyłam chyba ze dwa lata temu i nadal cieszy moje oczy a teraz jeszcze idealnie pasuje do koloru ścian:)


Snopek siana ma też już kilka lat ale teraz jakoś tak bardziej odznacza się na półce, szkoda tylko, że zdjęcia takie kiepskie, jak tylko poprawi się pogoda to pokażę drugą cześć kuchni:)


Dziękuję Wam za wszystkie komentarze jakie u mnie zostawiacie, Pozdrawiam bardzo cieplutko ila!!