poniedziałek, 31 maja 2010

ZAPIEKANKOWO...

Jak zakładałam bloga to miałam w planach przedstawić tu po trosze to, czym się zajmuję, co mnie uszczęśliwia, i co mi sprawia ogromną radość. Obok szycia, lepienia i wielu innych przyjemnych rzeczy znajduje się gotowanie i pieczenie:), zatem dziś zapraszam na zapiekankę z kalafiorem i marchewką:).
Oba warzywa uwielbiam i mogłabym je jeść bez przerwy, a w połączeniu to już poezja dla mojego podniebienia.
Przepis znalazłam u Emmy z Mojego Ogródka. Zapiekanka jest prosta i co najważniejsze- bardzo smaczna. Na pewno będzie częstą potrawą na naszym stole.
ZAPIEKANKA Z KALAFIOREM I MARCHEWKĄ:
składniki:
1 duży kalafior ( ja dałam dwa małe)
5 marchewek średniej wielkości
pęczek natki pietruszki
200 gr. sera zółtego ( dałam EDAMSKI)
5 jajek
Ilość składników jest taka sama jak w oryginale ale pozmieniałam troszkę proporcje:)
sól
pieprz
przyprawa magi do smaku ( w oryginale były jeszcze zioła, ale ja nie dodawałam)
wykonanie:
Warzywa gotujemy na półtwardo i kładziemy do naczynia żaroodpornego posmarowanego masłem, ser trzemy na tarce i mieszamy z jajkiem, dodajemy posiekana natkę pietruszki i wkładamy do piekarnika na 20-30min. do temp. 180 st.
Dobrze smakuje z mięsem drobiowym i na zimno, więc bardzo polecam:)

Dziś pogoda znowu nie dopisała i tak ma być przez cały tydzień, aż strach pomyśleć co przeżywają Ci biedni ludzie, którzy walczą z powodzią i jej skutkami. Mam nadzieję, że ich domy deszcz teraz ominie,bardzo tego wszystkim powodzianom życzę, a Was drogie kobitki serdecznie pozdrawiam ila!!

sobota, 29 maja 2010

VINTAGE PO MOJEMU

Kilka dni temu z siostrą mojego małżonka wyciągnęłyśmy ze starej szopy ten przecudnej urody fotel. Co się później okazało należy do mojej teściowej, więc o przywłaszczeniu go nie ma mowy:(, ale zdjęcia zrobiłam i chciałam Wam je również pokazać:).
Fotel ten to nie jedyny skarb z szopy, znajdowały się w niej jeszcze toczone nogi od stołu, które kiedyś należały do stołu mamy mojej teściowej, niestety nogi były spróchniałe i nie nadawały się już do niczego oprócz podpałki na ognisko. Była tam też przepiękna półka z haczykami i szufladkami, ale i ona nie jest w najlepszym stanie i nie wiadomo czy z niej coś jeszcze będzie. Jedynie ten fotel przetrwał, jest niesamowicie wygodny i mogłabym tak na nim siedzieć całe dnie...

Zdjęcie zrobiłam w naszym ogrodzie pod drzewem jabłoni, niestety już nie kwitnącej, ale równie uroczej. Podwórko dzielimy z rodzicami i siostrą mojego małżonka, więc wszyscy mamy oko na wszystko:)
Z domu poznosiłam wszystkie niezbędne rzeczy aby stworzyć wokół siebie przytulny kącik...

A to mój najnowszy twór- wianek z mchu, suszonych jabłek i plasterków pomarańczy, wisi sobie na drzwiach wejściowych i cieszy moje oczy:). Nawet mojemu małżonkowi się spodobał, a małżonek mój to raczej na takie "drobiazgi" uwagi nie zwraca, więc ten musi mieć coś w sobie ,że zwrócił jego uwagę:)
Wokół naszego domu biegnie stary płot, bardzo go lubię, bo przypomina mi czasy, kiedy jako mała dziewczynka, jeździłam z mamą za miasto do jej znajomych zbierać sezonowe owoce.


Wam również życzę takich miłych chwil w ogrodzie:) Pozdrawiam słonecznie ila!!!



piątek, 28 maja 2010

WSZYCSY MAJĄ LLOOKA...

Mam i ja:).
Wczoraj przyszła paczuszka z piękną zawartością, jak tylko zobaczyłam kopertę to wiedziałam co kryje się w środku:) Llooka zrobiła mi jeszcze dodatkowo niespodziankę bo wysłała mi kawałek pięknego lnu, z którego już wiem co powstanie a Wam pochwalę się tym niebawem:). Len to nie jedyny materiał, bo dodatkowo dostałam jeszcze kawałek pięknego różowego wzorzystego materiału, z którego Ona uszyła dla Mili prześliczną świnkę i ptaszka (niestety nie wstawię linka abyście zobaczyli te cudeńka, bo nie potrafię). Filip zafascynowany różą biegał z nią po całym mieszkaniu i do wszystkiego przykładał, jak go tak obserwowałam, to wpadł mi do głowy następny pomysł ale to też mam nadzieję niebawem Wam pokarzę:)
Teraz idę zaparzyć sobie kawkę i zmykam na ogród, bo się biedak tego dopomina.

Różyczka jest cudowna, jeszcze raz Ci dziękuję:)

A Was moje drogie blogowe koleżanki serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia!!

czwartek, 27 maja 2010

TRADYCYJNIE:)...

Dziś tradycyjnie na śniadanko zrobiłam sobie sałatkę, ale tym razem nieco inną bo z grillowanym indykiem. Mężuś pojechał do pracy a ja zaczęłam w kuchni działać, zbliża się koniec miesiąca i zaczynam powolutku "czyścić" lodówkę. A z "czyszczenia" powstają właśnie takie cuda:). Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, zawsze jak mam pozbyć się choć kawałka wędliny ,lub czegoś innego, to robię to z ciężkim sercem. Do niedawna to nawet suche bułki i chleb przerabiałam na bułkę tartą. Na szczęście chleba zwykłego już nie jemy więc pozbyłam się tego problemu.


SAŁATKA Z GRILLOWANYM INDYKIEM
Składniki ( bardzo podobne jak w tej z łososiem:))
sałata, każda się nadaje
garść zielonych oliwek
1 ząbek czosnku
pół kostki sera feta
szczypiorek
pół piersi z indyka
jeden pomidor lub 4 pomidorki koktajlowe
kilka marynowanych cebulek
prażone nasionka słonecznika
2 łyżki oliwy z oliwek
Marynata do indyka:
pieprz
szczypta soli
sos sojowy
ostra papryka
WYKONANIE:
Warzywa myjemy i osuszamy, układamy warstwami na talerzu, polewamy oliwą z oliwek z wyciśniętym ząbkiem czosnku, na samą górę kładziemy grillowaną pierś indyka i posypujemy ziarenkami słonecznika. Ja nie mam specjalnej patelni do grillowania, ale mocno podsmażyłam indyka na zwykłej aby stał się rumiany.
Bardzo fajnie pasują do tego grzanki z żółtym serem, ja niestety takich nie jem więc podałam sałatkę z chrupkim żytnim pieczywem


Życzę smacznego:)!!!


środa, 26 maja 2010

NAJMILEJSZA JEST MI W ŻYCIU MAMA...

Ta moja Mama, ta Ukochana
która dla mnie tyle poświęciła i wychowała
ja kocham Ją.
Nie płacz, że już moja Mamo,
otrzyj z oczu łzy
ja zostanę tu przy Tobie
przy mnie będziesz Ty

A gdy wspomnę, że nas Bóg rozdzieli
to serce boli, ze żalu drży...

Tą piosenkę często śpiewała mi Mama, jak byłam mała- bardzo jej nie lubiłam. W refrenie było... że nas Bóg rozdzieli... nie lubiłam tego zdania bo przecież Bóg jest dobry i jak mógłby nas rozdzielić? Ale kilka lat temu tak się stało. Dziś sama jestem matką ale niestety nie mam komu składać życzeń z tej okazji.
Mimo iż już tyle lat minęło, to wspomnienia pozostają nadal żywe w mej pamięci.

wtorek, 25 maja 2010

PTACTWO DOMOWE

Witajcie!
Na wstępie chciałam bardzo Wam wszystkim podziękować, że do mnie zaglądacie. Jest mi bardzo przyjemnie gościć tu wszystkie osoby związane z blogowym światem:). Moje drogie blogowiczki bardzo Wam dziękuję za wszystkie przesympatyczne komentarze.
Bardzo się ciesze ,że jesteście tutaj ze mną i, że podoba Wam się to co robię.
Dziś chciałam Wam przedstawić ptactwo, które powstało z masy solnej. Od jakiegoś czasu mam fisia na punkcie skrzydlatych maluchów. Ptaszek jest bardzo wdzięcznym modelem, co prawda moje aż tak bardzo nie przypominają prawdziwych ale też niczego im nie brakuje i wszelkie krzywizny i nie dociągnięcia są zamierzone. Mimo iż z wykształcenia jestem ceramikiem to rzeźba nigdy nie była moją mocną stroną (co widać na załączonym obrazku:) Zawsze bardziej wolałam koło garncarskie, wolałam robić rzeczy bardziej praktycznie i użytkowe. W domu nadal mam moją pierwszą miseczkę z gliny szamotowej, którą ulepiłam na pierwszych zajęciach praktycznych z ceramiki. Kiedyś przy okazji pokażę.

Ptaszki miały być prezentem dla teściowej , bo dziś ma urodziny ale Filipek nie chciał ich oddać. Więc, żeby owca była cała i wilk syty dziecko moje zostawiło sobie w domu trzy sztuki a do babci "poleciały" dwa.Maluch mój już mi zapowiedział, że mam zrobić jeszcze dwa identyczne, które poszły do babci:)




Pozdrawiam Was słonecznie ila

niedziela, 23 maja 2010

NIEDZIELNIE...

Dziś w końcu wyszło słoneczko, na dworze jest pięknie więc wybraliśmy się na krótki spacerek...
po drodze spotkaliśmy pięknego motyla...
Bardzo lubię niedzielę, w niedziele czas płynie wolniej, spokojniej, wszystkie "pilne "sprawy w niedziele nie mają znaczenia! W niedzielę liczy się tylko NASZA TRÓJECZKA!!



Po powrocie ze spacerku upiekłam babeczki na podwieczorek. Przepis dostałam od kuzynki, pierwszy raz je robiłam ale są naprawdę pyszne i przede wszystkim szybko się je robi:)
Pasuje do nich każde nadzienie, ja zrobiłam je z karmelem, który gotowałam wczoraj i z bitą śmietaną
KRUCHE BABECZKI Z NADZIENIEM:
składniki:
półtora szklanki mąki
ćwiartka szklanki cukru pudru
3 żółtka
szczypta soli
15 dkg masła lub margaryny( ja dodałam masło osełkowe)
puszka mleka kondensowanego słodzonego (gotowałam je 3h)
250 ml. kremówki 36%
10 truskawek do dekoracji
kilka orzechów laskowych do posypania
wykonanie:
Mąkę przesiać przez sitko, dodać do niej cukier puder i szczyptę soli następnie wszystko wymieszać, do tego dodać masło i delikatnie wyrobić ciasto, na sam koniec dodać zółtka i wyrobić ciasto na gładką masę. Wyrabiać tak długo aż składniki dokładnie się połączą. Ciasto zawinąć w folie aluminiową i włożyć do lodówki na 20 min.
Po 20 min, wylepiamy foremki ciastem i wkładamy do piekarnika na 20 min do temp. 160st.
Gdy babeczki się upieką nakładamy nadzienie. Karmel gotowałam 3 h, gdy wystygł włożyłam go do lodówki aby stwardniał, po wyjęciu z lodówki można wyciskać go ze szprycy prosto na babeczki. Bitą śmietanę nakładałam łyżką i ozdobiłam ćwiartką truskawki.





Podwieczorek się udał:), zwłaszcza zafascynowany babeczkami, a raczej ich zawartoscią był Filip

Wam również życzę udanej niedzieli :) ila!