czwartek, 19 stycznia 2012

KOLOR KOBALTU I "TABLICA" MAGNETYCZNA

Miałam dziś napisać o tacy, którą zmieniłam w tablice magnetyczną i o butelkach z kobaltowymi zakrętkami, które znalazłam w Garbiczu, jednak nie mam na to ochoty. Już drugą godzinę piszę posta i ciągle coś mi znika, zamyka się lub blokuje. Doprowadza mnie to do białej goraczki. Mam dosyć! Zastanawia mnie jedna rzecz. Dlaczego gdy coś jest dobre i wiele osób z tego korzysta z powodzeniem nagle ktoś próbuje to jeszcze bardziej ulepszyć i wtedy wychodzi z tego kaszana. Możecie mi powiedzieć bo nie mam kompetnie pojęcia. Przeciez bloger dobrze działał, nie miałam problemów... Teraz Waszych komentarzy nie mogę przeczytać ani na nie odpowiedzieć. Prubowałam zaktualizować blogera i jeszcze gorzej sie narobiło i już kompletnie nie mam pojecia co robić. Zdjęcia wskoczyć nie chcą, a jak teraz piszę to nawet nie wiem co, bo tekstu nie widzę i tak mogłabym pisać i pisać...
No dobra spróbuję pisać:). I następna rzecz, którą zauważyłam nie mogę wstawiać opisów pod zdjeciami- SUPER!
Będąc w Garbiczu, znalazłam 6 szklanych butelek z kobaltową, lub kto woli granatową zakrętką, nie mam pojecia co w nich wcześniej było ale spodobał mi sie ich kształt więc wziełam je. W domu kilka dni się moczyły później parzyłam je wrzątkiem, aż do dzisiaj. W tej chwili w jednej znajduje się mleko a kolejne czekają na swoja premierę. Marzą mi się stare etykiety jak za czasów  PRL, drukowane na starym papierze ale nie mam pojęcia gdzie takich szukać. Zauwazyłam też, że bardzo fajnie kolorystycznie komponują się z czerwienią Bolesławieckie kubki, które kupił Paweł więc przestałam je chować. Chyba musiałam dojrzeć do tego koloru:)

Pojemniki na kuchenne przybory też zamieniłam, nazbierało mi sie ich tyle, że  jeden  już nie starczał. Teraz przy wyciąganiu jednej łyżki nie wypadają wszystkie :)





Pozdrawiam Was! ila
Ps. opublikowało się dobrze, mam nadzieję, że u Was też:)

wtorek, 17 stycznia 2012

NA CHOROBĘ NAJLEPSZY ROSÓŁ

Dziś o kulinariach będzie:). Filip po ostatnich wojażach rozchorował się więc siedzimy w domu. Rankiem jak tylko się obudził to usłyszałam "Mamuś zrób rosołek, podobno dobry na chorobę" Więc zrobiłam. Jednak makaron zastąpiłam miniaturowymi pierożkami,które razem lepiliśmy. Przy okazji troszkę zapomnieliśmy o tym co za oknem i o chorobie. Pierożki troszkę pracochłonne ale warte zachodu.
Dla chętnych podaję przepis:)
DOMOWY ROSÓŁ Z MIĘSNYMI PIEROŻKAMI
składniki:
0,5 kg. dowolnego mięsa, ja dałam karkówkę
4 marchewki
korzeń selera
korzeń pietruszki
cebula przypieczona nad ogniem
1 por
jajko
nać pietruszki
sól
pieprz do smaku.
składniki na ciasto pierogowe:
300 g mąki tortowej
szczypta soli
2 łyżki oleju
tyle wody aby połączyła wszystkie składniki. Woda powinna być ciepła( nie gorąca)
Wykonanie:
Do gotującej się wody wkładamy mięso i wszystkie warzywa. Gdy mięso i warzywa zmiękną wyciągamy i studzimy. Dwie marchewki kroimy w plasterki a resztę warzyw wraz z mięsem mielimy lub drobniutko siekamy, będą one farszem do naszych pierożków. Do farszu dodajemy sol i pieprz oraz jedno jajko.
Wyrabiamy ciasto, ciasto z olejem nie potrzebuje mąki do podsypywania i zaoszczędza nam to bałaganu:). Mąka tortowa powoduje, że ciasto staje się sprężyste i łatwo się skleja.
Rozwałkowujemy cieniutki placek i maleńkim kieliszkiem wykrawamy okręgi. Faszerujemy mięsną masą nasze pierożki. Wrzucamy do gotującej się wody z łyżka oliwy, po wypłynięciu gotujemy jeszcze chwilkę. Przekładamy do zupy i posypujemy natką pietruszki
SMACZNEGO!






Gdy zostanie nam farsz można ulepić większe pierożki i usmażyć na patelni, są pyszne:)



Dziękuje Wam bardzo za komentarze do poprzedniego posta. Nie mam pojęcia co się dzieje z blogerem ale nie mogę odpisywać na komentarze pod moimi postami:(.


Pozdrawiam Was! ila

niedziela, 15 stycznia 2012

WEEKEND W GARBICZU

Sobotę spędziliśmy w malowniczym Garbiczu, miejscowości oddalonej od Łagowa o zaledwie 25 km. Garbicz okazał się wspaniałym miejscem. Zapraszam Was zatem na krótką wędrówkę po nim:). Zazwyczaj organizatorem wycieczek jest Paweł, ja dostosowuję się i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Punktem odniesienia są jeziora, których na Ziemi lubuskiej jest całkiem sporo, i całkiem sporo jest ich w naszej okolicy.
Oczywiście prócz samych jezior szukamy też miłego miejsca, gdzie można zrobić mały piknik i tak po prostu sobie posiedzieć ciesząc się sobą.
Dla siebie upolowałam kilka ciekawych zakątków niedaleko jeziorka...
Ten dom jest dla mnie ideałem, wszystko mi się w nim podoba. Kolorystyka, prosta forma, drewniane dodatki. Po prostu cudo.Było też ognisko...


i pyszne pieczone kiełbaski z domowym chlebkiem pieczonym na ognisku:)





Filipowi kiełbasa z ogniska tak smakowała, że stwierdził iż to "gęba w niebie":)

Jezioro Kręcko

Oczywiście jak to przy takich wyjazdach, gdzie jest woda, jest też Paweł:)

Jezioro Garbicz

Filip z przesłodkim psiakiem

kilka szczegółów napotkanych po drodze...










I na koniec dużo MIŁOŚCI:)




Pozdrawiam Was słonecznie i życzę udanego tygodnia ila:)

piątek, 13 stycznia 2012

MÓJ PIERWSZY CHLEB:)

Upiekłam swój pierwszy prawdziwy chleb w życiu i jestem z tego faktu bardzo zadowolona. Na początku podchodziłam do tego jak pies do jeża ale udało się:). Przepis dostałam od mojej drogiej podczytywaczki, Anetko dziękuję Ci bardzo! Chlebek wyszedł wspaniały:). Teraz z perspektywy czasu żałuję, że wcześniej się za to nie wzięłam, no ale ważne, że zaczęłam:)
Czytałam gdzieś, że jeśli chleb podczas pukania w spód wyda pusty odgłos to znaczy, że jest dobrze wypieczony. Mój zdecydowanie jest dobrze wypieczony:)

Dla chętnych podaję przepis:)

DOMOWY CHLEB Z ZIARNAMI

składniki:

1 kg mąki

1 szkl. otrąb pszennych

1 szkl. ziaren słonecznika( ja dodałam tylko słonecznik,dużo)

10 dkg. drożdży

szczypta cukru

3 łyżeczki soli, lekko zaokrąglone
wykonanie:

mąka plus otręby i słonecznik wymieszać razem. Drożdże rozpuścić w szklance ciepłej wody i wlać do mąki. Wymieszać. Do pół litra ciepłej wody dodać sól i rozpuścić, wlać do mąki. Wyrobić ciasto. Po wyrobieniu przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy na 30 min w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Gdy podwoi swoją objętość przekładamy do foremek i znów odstawiamy do wyrośnięcia. Następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 st C i pieczemy 1 godzinę. Upieczony chlebek studzimy na kratce.

SMACZNEGO!

Nie mogłam się oprzeć i piętkę jeszcze ciepłą musiałam skonsumować.

Najlepiej smakuje z masełkiem:)




Miłego weekendu Wam życzę ila

poniedziałek, 9 stycznia 2012

STARE RYCINY

Podczas przedświątecznych porządków dostało mi się od siostry Pawła kilka starych książek do biologi i botaniki, w których znajdowały się cudne tablice a także niesamowite ryciny. Kartki są bardzo stare i niektóre rozpadają się w rekach. Urzekł mnie ich kolor i faktura, teraz na takich się nie drukuje. Dziś wszystko jest drukowane na śliskim kredowym papierze, który nawet po kilku latach zachowuje nieskazitelną biel.
Moje karty mają kilka ciepłych odcieni beżu i bieli, spięte drewnianymi klamerkami tworzą niebanalną dekorację. Mam ich kilkanaście, od grzybów po ryby. Mam w planach oprawić je w drewniane ramki i zawiesić w przyszłym pokoju Filipa. Marzy mi się pokój małego przyrodnika, bo Filip uwielbia dinozaury i wszelakie zwierzęta. W tej chwili kompletuję najpotrzebniejsze rzeczy, jednak na efekt końcowy przyjdzie nam jeszcze dłuuuugo poczekać. Na kartach znajdują się opisy ryb morskich i słodkowodnych...

tu stare kartki, które znajdowały się z tyłu książki i służyły do robieni notatek





kolorystycznie do zdjęć przypasowała mi etykietka od Atenki:)

A to taka moja inspiracja, kubeczek oczywiście z Boczowa:)

Na dole zdjęcia stare ryciny z drzewami owocującymi





I jeszcze wracając do poprzedniego posta, chciałam Wam serdecznie podziękować za przepisy na chlebek:). W sprawie zakwasu na pewno się odezwę:)


Pozdrawiam Was cieplutko i życzę udanego tygodnia ila

piątek, 6 stycznia 2012

POSTANOWIŁAM....

Że będę piekła chleb! Taki z prawdziwego zdarzenia, z dobrej mąki i z otrębami. Wczoraj wieczorem pod wpływem chwili postanowiłam, że rankiem we wszystkie wspólne wolne weekendy wstaję wcześnie rano i piekę!
Dziś zrobiłam po raz pierwszy bułki, bez przepisu bo takowego nie posiadam, ale wyszły całkiem dobre :).
Zapach świeżych bułeczek rozniósł się po całym domku, smakowały wspaniale z twarożkiem i malinowym dżemem.









A może Wy macie przepis na sprawdzony domowy chleb, lub bułki?


Pozdrawiam Was cieplutko i życzę udanego weekendu! ila

wtorek, 3 stycznia 2012

PRZEDPOKÓJ

Witam Was w Nowym Roku:). Mam nadzieję, że jest dla Was równie udany jak dla mnie.
Święta strasznie szybko minęły, nawet nie zdążyam się tak całkiem nimi nacieszyć, i mamy kolejny rok. Oby ten nie był gorszy od poprzedniego. Postanowień nie mam żadnych, wielkich planów jak na razie też nie. Wszystko przyjdzie z czasem.
Powolutku pozbywam się świątecznych ozdób. Tylko ostatnie zdjęcia z przedpokoju z girlandą. Zawsze wieszam ją w tym miejscu, szumnie zwanym przedpokojem. Typowego korytarza nie mam, nie mam na niego miejsca. Wieszak i szafka na buty- tyle mojego przedpokoju:).

Koszulę kupiłam w lumpach za grosze, z myślą przerobienia ją na ozdoby świąteczne, jednak się rozmyśliłam:)




Pozdrawiam Was słonecznie i udanego dnia Wam życzę! ila