Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 stycznia 2013

SMAK DZIECIŃSTWA

Pamiętacie zapiekanki z pieczarkami, na dłuuugaśnych bułkach sprzedawane na każdym dworcu kolejowym i autobusowym?:)
Ja pamiętam doskonale, i ich smak pamiętam. Dziś zrobiłam sobie taki mój powrót do przeszłości... Kilka dni wcześniej Ewa z Minty House zabrała nas z sobą w podróż do jej smaków z dzieciństwa, a dziś ja zapraszam Was w moją podróż:).
Gdy jeszcze mieszkałam na śląsku, to w Gliwicach, na Placu Piastów, w metalowej budce na przystanku autobusowym Pani sprzedawała najlepsze zapiekanki, zawsze po szkole chodziłam tam z koleżankami i jadłyśmy te pyszności. Później już nie jadłam lepszych, i nie były to mrożone bułki z mieloną papką, która miała przypominać pieczarki, były to najprawdziwsze pieczarki i ser, wszystko zapieczone i posypane szczypiorkiem. Pyszności:)!
Dziś na śniadanko zrobiłam szybkie zapiekaneczki na bułkach własnego wypieku, z razowej mąki. Były równie pyszne jak wspomniane:) To też fajne śniadanko na wspólne weekendowe poranki, zwłaszcza jak za oknem mróz.


Podawanie przepisu na te zapiekanki było by śmieszne, bo za pewne każda z Was miała okazje już kiedyś je zrobić...Ja moje zrobiłam z dwoma rodzajami sera, z serem gouda i mozarellą i szczerze powiem, że ser żółty zdecydowanie bardziej  pasuje.


Dziś u nas zaczynają się ferie zimowe, wczoraj spadł długo wyczekiwany śnieg, więc planujemy z wolnego czasu wycisnąć dla siebie jak najwięcej:)
Życzę Wam smacznego piątku i udanych ferii:)
ila

czwartek, 27 września 2012

NA GRZYBY, CHODZIMY NA GRZYBY...:)

 Dziś u mnie bardzo grzybowo:). Tato dzisiejszy post jest dla Ciebie:).
Przedstawiam Ci żywy dowód na to, że grzyby w naszych okolicach się już zaczęły, i jest ich całkiem sporo:)

 Na grzyby chodzimy zazwyczaj późnym popołudniem, to z racji pracy Pawła, wcześniej po prostu nie ma możliwości, ale lasy są tak ogromne, że dla każdego wystarczy...
Podobno niektórzy grzybiarze, nie oczyszczają grzybów, aby nie zostawiać po sobie śladów, z kolei inni robią taki bałagan w miejscu, gdzie wcześniej rósł grzybek, że nie wiadomo czy kiedyś on znów w tym miejscu wyrośnie.
W dzieciństwie grzybów nie zbierałam,  zazwyczaj mój tata wczesnym rankiem wyjeżdżał specjalnym autobusem z zakładu pracy na grzybobranie, i wracał popołudniami z wiadrami pełnymi grzybów...Pamiętam jak wysypywał je do wanny i oczyszczał, później mama smażyła je z cebulką i wszyscy zajadaliśmy się tymi wspaniałościami.
Mama była z tych, co raczej nieufnie podchodzą do grzybów, wyczytała, że podobno najlepiej gotować je z cebulą, żeby zorientować się czy aby nie ma tam jakiegoś nieproszonego grzyba. Podobno jak cebula robiła się czarna to grzyby były trujące, na szczęście nasza cebula nigdy nie była czarna.
Dopiero w Łagowie poznałam się na odmianach grzybów i pokochałam grzybobranie, teraz już nie wyobrażam sobie jesiennych spacerów bez zbierania grzybów, zawsze muszę coś do domu przynieść, nawet jak jest to tylko mała kureczka.

Filip uwielbia sos kurkowy, ale zauważyłam, że z innych grzybów raczej mu nie smakuje. Zdecydowanie jeśli chodzi o  maślaki, te to już mu bardzo nie smakują...wczoraj nawet stwierdził,... że wyglądają jak rozgotowane mózgi i smakują jak miękkie glizdy... Uwielbiam te jego sformułowania :)


 Kosz oczyszczonych borowików  przygotowany do suszenia, zimą będziemy zajadać się pyszną zupą  z suszonych grzybów, z całymi ziemniakami- popisowe danie mojego Pawła. Już się nie mogę doczekać:)
Dziewczyny pozdrawiam Was bardzo cieplutko:)
ila

poniedziałek, 30 lipca 2012

JAGODOWE LATO!

  Strasznie się stęskniłam  za Wami i blogowaniem:). Ostatnie dni spędziliśmy bardzo intensywnie w przepięknym  Parku Narodowym Gór Stołowych... zakwasy miałam okrutne od chodzenia po górach, po powrocie jeszcze kilka dni nie mogłam dojść do siebie, ale kąpiele w Jeziorze Trześniowskim szybko postawiły mnie z powrotem na nogi:).
 Górom na pewno poświecę osobnego posta, a dziś...leśne runo...

 W tym roku lato w moim domu wyjątkowo jagodowo pachnie i smakuje... Ciemne owoce, wspaniale smakują w cieście drożdżowym i jogurcie naturalnym, zajadam się nimi na okrągło.
 Gdy byłam jeszcze dzieckiem to w jagodowym sezonie moja Śp. mama serwowała nam na obiady drożdżowe kluski na parze, na śląsku nazywane buchtami z sosem jagodowym i śmietaną... smak pamiętam do dzisiaj i mamę krzątającą się po kuchni pamiętam...
Jak patrzę na jagody jeszcze na krzaczkach to przypominają mi się właśnie te obrazy z dzieciństwa. Filip uwielbia jagody z krzaczka i dżem jagodowy, ale za kluskami nie przepada:).


 I kurki... cudownie pomarańczowe, smaczne i niezwykle aromatyczne. Sezon na nie właśnie trwa i to mój najwspanialszy czas w lecie... rodzinne wypady do lasu na jagody i grzyby, to jest to, co wszyscy uwielbiamy. Panowie zbierają grzyby a ja jagody:)

 Zapasy za zimę zrobione...tu jagódki przygotowane do mrożenia
 a tu do smażenia:)...
 i najsmaczniejsze pod słońcem dżemy jagodowe
Pozdrawiam  ciepło!
A teraz idę w odwiedziny do Was:)
ila

środa, 17 sierpnia 2011

WĘGIERKI I PRZYPALONY GARNEK

Węgierki kocham, za kolor i smak. Suszone uwielbiam przed Świętami Bożego Narodzenia chrupać zamiast tradycyjnych słodyczy. Do piernika zawsze dodaję konfiturę i dodatkowo przekładam, wspaniale wtedy piernik smakuje:).
Wczoraj wybrałam się z tatą na zbiory, które nie zapowiadały się zbyt owocnie, ale znaleźliśmy drzewo w zasięgu ręki. Rwaliśmy z niego owoce do oporu:). W domu oczywiście 1/3 poszła do kosza, bo dodatkowe źródło białka w postaci robaczków nie jest mi potrzebne.




W drodze powrotnej przypomniało mi się, jak razem z tatą jeździłam do śliwkowych sadów. Miałam wtedy zaledwie kilka lat. Wyjazd zazwyczaj odbywał się o 5 nad ranem, a dla mnie to był środek nocy. Pamiętam smak śliwkowych kompotów i kruchych ciast pieczonych przez mamę... i pająka ogromnego białego, spadającego z drzewa też pamiętam:)





Umyte i wydrylowane owoce zasypałam cukrem i zaczęłam smażyć w garnku. Wczorajszą partię udało mi się zrobić bez kłopotu, natomiast przy dzisiejszej trzy razy przypalił mi się garnek. Jak to tata, zawsze z chęcią mi pomaga i naczynia pomoże umyć, ale po umyciu garnków zabronił mi już smażyć śliwki:). Po godzinie szorowania garnka piaskiem i papierem ściernym (nic innego nie pomagalo), w końcu zobaczyłam jego dno:). A Wy macie sprawdzone sosoby na wyczyszczenie przypalonego garnka?

Zerwaliśmy też mirabelki, z których również zrobiłam konfitury. Na szczęście po tych garnek się nie przypalił:)

Zajęłam się dziś dodatkowo jeszcze "ubieraniem" słoiczków, zlałam naleweczkę malinową i wszystko schowane do "spiżarni" czeka na swój debiut w jesienne i zimowe dni.







Pozdrawiam Was cieplutko i dziękuję za komentarze, które u mnie pozostawiacie:)


ila:)

niedziela, 26 września 2010

JESIENNA NIEDZIELA...

Dziś tak jak każdą niedzielę spędziliśmy na przyjemnościach:). Pięknie jesień się zaczęła, wiec trzeba było to wykorzystać. Długo to nie potrwało bo jak tylko wróciliśmy do domu to spadł deszcz, ale zanim to nastąpiło to wybraliśmy się na wycieczkę rowerową po okolicy. Było cudnie...drzewa przywdziewają jesienne szaty, miliony kolorów liści mienią się w słońcu. Jesień bardzo odpowiada mi kolorystycznie, kolory są intensywne lecz nie jaskrawe. Uwielbiam kolor kasztanów, mogłabym się im przyglądać całe dnie, opadające liście klonów mieniące się tysiącami odcieni, i jak tu nie kochać jesieni:), Jednak jesień ma też tą druga stronę niezbyt lubianą przez wszystkich: szaro-bure niebo, brak słoneczka i deszcze, miejmy nadzieję, że tych będzie jak najmniej.


Dziś zdjęć troszkę dużo, bo chciałam się z Wami podzielić pięknymi miejscami a niestety nie posiadam daru przedstawienia przyjemnych rzeczy w pigułce, dlatego dziś post dla wytrwałych:). Koniecznie musiałam zrobić zdjęcia kasztanów, bo przypominają mi czasy kiedy jako mała dziewczynka robiłam kasztanowe ludki. Zawsze na początku września tata brał mnie i moja siostrę i szliśmy na kasztany, wtedy to dopiero spadały liście kasztanowca a nie same kasztany, więc tata znajdował długi kij i trącał nim o kasztany, spadały w pięknych zielonych skorupkach i aby je otworzyć musiałyśmy je deptać- ileż było w tym zabawy i śmiechu, ile obitych pośladków, gdy posliznęłyśmy się na skorupce. Dziś na poszukiwania kasztanów chodzę z Filipem, który uwielbia je zbierać (dla mnie), zawsze mówi..."mamuś proszę, kasztanka dla Ciebie znalazłem". Gdy już jesień się zacznie to zawsze mam choć jednego w kieszeni płaszcza, tak może na szczęście?:)








Kasztanków nazbierałam całe mnóstwo, już zrobiłam z nich nawet dekoracje jesienne, przy najbliższej okazji na pewno się nimi pochwalę:)




Po drodze zauważyliśmy ukryty pomiędzy drzewami piękny zabytkowy Kościółek, już z daleka wydawał się być ciekawy ale gdy podjechaliśmy bliżej, ukazał nam się zapierający dech w piersiach widok! Obfotografowałam go z każdej strony, i miałam straszny problem jakie zdjęcia Wam pokazać, dlatego jest ich tyle:), same oglądajcie i podziwiajcie:)






















Urzekł mnie tez ten domek, chyba nie muszę nic więcej pisać:)

A tu schody obudowane bardzo ciekawymi metalowymi dekorami
,


Moje drogie pozdrawiam Was cieplutko w te jesienne dni i życzę wszystkiego dobrego w nadchodzącym tygodniu!
ila!!!:)