Z zamiarem przemalowania szafy nosiłam się od wakacji jednak temperatury mi tego nie ułatwiały i musiałam odpuścić. Jak tylko słoneczko przestało smażyć wzięłam się za pracę, pod pędzel poszła nie tylko szafa ale też wieszaki, teraz jest spójnie. Poprzednio szafa była turkusowa, we wcześniejszych postach możecie sobie zobaczyć, w ogóle to w pracowni panowały pastele ale potrzebowałam już tego kolorystycznego wyciszenia. Półkę musiałam troszkę podnieść aby zrobiło się bardziej przestronnie, dodatkowo doszła mi mała komódka z szufladami bo już się nie mieszczę z tasiemkami i innymi rzeczami.
Po drobnym liftingu na nowo z przyjemnością usiadłam do maszyny, muszę uszyć sobie zaległe poduszki jesienne bo już najwyższy czas zaprosić panią jesień do domu.
Nie wiem jak długo będę mogła jeszcze cieszyć się pracownią bo dziecię mi dorasta i niestety nie o wszystkich godzinach mogę sobie tak po prostu szyć, teraz ja muszę się dostosowywać do warunków:)
Projekty i materiały nie mieszczą mi się już w szafie, więc dodatkowo zaadoptowałam komodę i worek na nie teraz w końcu mam wszystko pod ręką i na miejscu tak jak zawsze marzyłam:)
Cudownej środy Wam życzę pozdrawiam ila:)























