niedziela, 16 września 2018

WRÓCIŁAM:)

W całej mojej historii blogowania nie miałam jeszcze tak długiej przerwy, niestety nie planowałam jej aż tak długiej, a kilka niezależnych ode mnie spraw na nią się nałożyło... Głównie zdrowie, kilka pogrzebów w rodzinie i nie tylko, niesprawny komputer, bez którego niestety pisanie bloga nie jest możliwe i kilka jeszcze innych, o których chwilowo nie chcę tu pisać, a może kiedyś jeszcze do nich na blogu wrócę...
Szczerze mówiąc, to dziwnie się w tej chwili czuję pisząc tego posta, bo nie wiem czy jeszcze ktoś tu zagląda, a to uczucie towarzyszyło mi dokładnie wtedy, gdy pisałam swojego pierwszego posta na blogu:)
Jak wcześniej wspomniałam okres wiosenny i letni był w tym roku dla mnie wyjątkowo intensywny, nie tylko musiałam przekwalifikować swoje plany życiowe ale też pozmieniałam swoją domową przestrzeń... Zaczęła przytłaczać mnie ilość rzeczy, które posiadam w swoim małym domu i sukcesywnie się ich pozbywam, część sprzedałam, dużą część rozdałam rodzinie i znajomym, zostawiam tylko rzeczy, które są dla mnie ważne i mam do nich sentyment. Choć na zdjęciach może tego nie widać, to mam świadomość, że w moim domu zaczyna panować ład i porządek, a może też i w mojej głowie?! Nie wiem, chciałabym żeby to tak działało aby z niepotrzebnymi rzeczami pozbyć się też niepotrzebnych myśli, jednak ta droga jest dużo trudniejsza i zdecydowanie więcej czasu mi to zajmie...
W dzisiejszym poście zamieściłam zdjęcia  kuchni bo jak wiecie to moje najukochańsze miejsce w całym domu, wbrew pozorom to tu spędzam najwięcej czasu i najczęściej się relaksuję gotując lub po prostu sprzątając. Tu przy stole w jadalni spisuję listę rzeczy do zrobienia i listę z zakupami. Tu pomagam Filipowi w nauce i zazwyczaj w deszczową pogodę piję z Pawłem ulubioną kawę, tu przyrządzam obiad dla  rodziny i przyjaciół i rozmyślam nad sprawami ważnymi i tymi błahymi, tu mi najlepiej tak zwyczajnie najlepiej:)






 Właśnie trwa sezon na jarmuż, w tym roku  mam go mnóstwo, dostałam od pewnej pani, u której już nie raz robiłam sezonowe zakupy a która ma najsmaczniejsze ogórki na świecie i wszystko ekologiczne :)
Na pierwszy rzut poszła sałatka z jarmużem, gruszką też od wspomnianej pani, oliwkami i figami. A wszystko skropione pysznym miodowo musztardowym sosem. To mój eksperyment, jednak uważam, że bardzo udany:)


Ze względów głównie zdrowotnych wróciłam też do regularnego pieczenia chleba i dobrze mi z tym, chlebki zawsze mam świeże a i uwielbiamy je wszyscy:)


Od początku września przerabiam też jabłka na kompoty musy i soki, jabłonki mamy stare jeszcze poniemieckie, które owocują co dwa lata a w tym roku mamy ich zatrzęsienie, 10 drzew aż ugina się pod ich ciężarem, więc trzeba korzystać:)


Pozdrawiam Was cieplutko i za kilka dni znów coś naskrobię, bo mam do napisania kilka{naście} postów:)
Spokojnego wieczorku buziaki
ila:)

wtorek, 17 kwietnia 2018

W KOŃCU WIOSNA!

Wiosnę do domu zaprosiłam, chętnie się rozgościła, powiedziałabym nawet, że się rozpanoszyła sypiąc swoje płatki wszędzie gdzie popadnie...
Od zawsze cieszyłam się najmniejszym listkiem, kwiatkiem czy pierwszym wiosennym trelem ptaków, chyba  nigdy mi to nie minie. Cieszą mnie takie zwykłe rzeczy, może nieistotne w dzisiejszym świecie, ale jednak dla mnie ważne...Chyba też nigdy nie pozbędę się "dziecka" które w sobie noszę ale czy muszę? Dobrze mi z tym! Codziennie rano robię  obchód po ogródku doglądam roślinek jak bardzo w ciągu nocy urosły i czy pojawiły się nowe, kocham ten czas, tak długo na to czekałam...
Odkąd pamiętam marzyłam, że kiedyś zamieszkam na wsi w  starym domu z wielką kuchnią i schodami, że będę miała zwierzęta i ogród z malwami i wszystkimi babcinymi kwiatami na świecie, że będę miała swój sad w  którym będę siadać pod jabłonią z ksiązką...
Mam dużo, bardzo dużo i chcieć więcej byłoby grzechem. Doceniam wszystko co dostałam od życia, nie przyszło to łatwo więc tym bardziej doceniam...




Lubię  znosić do domu wszelkie kwiaty i obserwować jak się rozwijają,,,






maleńki taborecik to zakup z Czacza, lubię go bardzo jest taki praktyczny


A dziś kupiłąm sobie pelargonię, nie mogłam przejść obojętnie:)


krzesła to też nowy zakup z Czacza, miałam okazję znów pojechać i z pustymi rękami nie wróciłam...fotele ogrodowe czekają na pomalowanie




Pozdrawiam Was wiosennie i dziękuję,że dotrwaliście do końca:)
ila:)

poniedziałek, 26 marca 2018

WIELKANOCNO-WIOSENNIE:)

No i przyszła ta długo wyczekiwana wiosna, jeszcze nieśmiała i troszkę oziębła ale jest, a wraz z nią w moim domu zaszły delikatne zmiany, w sumie to jedna dosyć widoczna...zmieniliśmy komodę, bo tamta wołała już o pomstę do nieba...
W ramach prezentu urodzinowego w niedzielę małżonek zabrał mnie do Czacza. Jechałam tam z zamiarem kupna konkretnej komody, miała być sosnowa aby kolorystycznie wpasowała się do drewna jakie już w domu mam i taka abym nie musiała się przy niej napracować, znalazłam idealną według mnie oczywiście:).
Nic więcej oprócz wymycia wnętrza nie musiałam z nią robić, i nie będę jej malować na biało ani na żaden inny kolor, podoba mi się taka.
Nie mam już miejsca na nowe meble czy dodatki, nad czym bardzo ubolewam, bo chciałoby się coś pozmieniać, no ale jestem zadowolona z tego co mam. Ostatnio udało mi się ze spaceru przytargać stare emaliowane białe wiadro, niestety ma w dnie ogromną dziurę ale niespecjalnie mi to przeszkadza, jest poobijane i zardzewiałe, jednak uważam, że dodaje mu to uroku:) Poza tym wiadra w tym kształcie są już bardzo rzadko spotykane. Mam jeszcze jedno na oku, niestety jest w lesie i nie mam kiedy się po nie wybrać. Kiedyś zrobię zdjęcie wszystkich rzeczy, które w naszych lasach znalazłam i mi nie uwierzycie, że tyle tego jest...Ludzie wyrzucają wszystko, a przyroda na tym cierpi, tak ciężko zmienić ludzką naturę...


I kolejne leśne znalezisko, Filip znalazł jeden z błękitnych słojów {najmniejszy}
Uwielbiam go, cudownie kwiaty w nim wyglądają, a w maju postawię w nim bzy:)




I troszkę jajkowych dekoracji nawiązujących do nadchodzących świąt


Już ostatnia prosta została do świąt, jaja i drewniane zajączki stoją na swoim miejscu, uwielbiam dekorować dom na różne okazje i święta. Zazwyczaj ozdoby są z naturalnych materiałów albo są to po prostu zwykłe jaja kur, gęsi czy przepiórek. Tak najbardziej lubię!


Na Wielkanoc nie może zabraknąć u mnie żywych kwiatów, stokrotki, bratki, hortensje są obowiązkowe, a w nie zawsze coś jest wetknięte, tym razem lniany ptaszorek, którego na zamówienie uszyłam


I wspomniane wcześniej wiadro, ma niesamowity urok z tymi bratkami (uprzedzając pytania, bratki chwilowo miałam w domu, ale na czas świąt znów wrócą do domu:))




Zazwyczaj nie farbuję jaj, uwielbiam najbardziej takie naturalne, mam jednak plan w tym roku do wielkanocnego koszyczka ufarbować kilka sztuk w czerwonej kapuście




Dzięku, że dotrwaliście do końca:)
Pozdrawiam Was bardzo cieplutko ila:)

poniedziałek, 12 lutego 2018

SERCA XXL

Po miesiącu odpoczynku od serc wróciłam znów z ogromną  przyjemnością do ich szycia i powstały nowe. Na pierwszy rzut oka podobne do pozostałych jakie szyję, jednak te są bardzo duże jeszcze takich nigdy nie szyłam - mają 20 cm długości. I świetnie wyglądają zawieszone na klamce czy kluczu przy szafie...ja właśnie sobie takie jedno lniane zostawiłam i zdobi teraz szafę:)
Planuję jeszcze kilka wersji kolorystycznych i może pokuszę się o haft...
Na instagramie pytacie o nie więc na Zapach Rumianku wystawiam wszystkie, które mi zostały.
I jeszcze informacja odnoście bloga Zapach Rumianku , wrzucam tam na bieżąco zdjęcia, przedmiotów, które są dostępne i staram się też na bieżąco usuwać sprzedane rzeczy, także śmiało można pisać w tej sprawie maile i komentarze:)



Z surowego lnu też pierwszy raz szyłam i wyszło całkiem dobrze...


Miętowe w białe groszki lubię ten kolor, bliżej Wielkanocy znajduje miejsce w moim domu:)


lniana surowizna


i w roli zawieszki...naturalne kolory są jednak mojemu sercu najbliższe:)


w niebieskościach, w parze też im cudownie razem:)


Pięknego dnia, pozdrawiam cieplutko ila:)

wtorek, 6 lutego 2018

BRELOKI NA KLUCZE...

Nie lubię stycznia, to dla mnie najbardziej depresyjny miesiąc w roku i całe szczęście, że już się skończył, a z początkiem lutego powstało nowe rękodzieło...breloki na klucze.
Breloki powstały z myślą o dzieciach i kluczach do szkolnych szafek, które lubią się gubić, a z takim brelokiem na pewno klucz już nigdy się nie zgubi:)
Brelok może być też zawieszką do zamka przy plecaku, moim zdaniem jest fajną i oryginalną ozdobą.
Breloki to całkiem spontaniczna moja praca, po prostu nie potrafię bezczynnie siedzieć a, że jestem uzależniona od haftu to bardzo chciałam coś nowego stworzyć, i powiem szczerze, że efekt nawet mnie samą zaskoczył.
Filip mimo, że już jest nastolatkiem to swojego czarnego miśka  przy plecaku ma, od razu dla siebie go podciągnął...
Świetnie mi się je szyje, bo każdy jest inny i niepowtarzalny, nie opatrzyły mi się jeszcze tak jak serca, choć serc już też troszkę uszyłam, może następnym razem zamieszczę zdjęcia, bo serca choć  o tym samym kształcie co zawsze to tym razem w wersji XXL.
Breloki dostępne oczywiście na blogu Zapach Rumainku
W tym roku postaram się częściej pisać, bo i chwilowo czasu mam więcej, zatem do szybkiego następnego:)

 Ulubieniec całej rodziny:)










A tu jeszcze podczas produkcji:)


Wszystkie z tego zdjęcia są dostępne w Galerii Zapach Rumianku


Pozdrawiam cieplutko ila:)

piątek, 26 stycznia 2018

POST KULINARNY...

Witajcie kolejny raz w styczniu:))
Pomyślałam sobie, że długo nie było na blogu nic o moich kulinarnych wyczynach a, że ostatnio udało mi się zrobić przepyszną tartę, to dla chętnych dziś zamieszczam przepis.
Przepyszna na ciepło jak i na zimno.
Nie jestem kulinarną  mistrzynią ale uwielbiam gotować, lubię spędzać czas w kuchni i sprawia mi to dużo frajdy a jeszcze jak coś smakuje to tym bardziej się cieszę.
Bardzo lubię przepisy szybkie i ze składników, które mogę w każdym sklepie czy na bazarze dostać a przy okazji nie rujnują mojego portfela, taka jest też ta tarta.

TARTA Z KURCZAKIEM I WARZYWAMI NA KRUCHYM ORKISZOWYM SPODZIE

Składniki na ciasto:
250 gr mąki orkiszowej
1jajko
125 gr margaryny zimnej
szczypta soli
ulubione zioła{opcjonalnie}
pół łyżeczki proszku do pieczenia
łyżka masła do wysmarowania blaszki lub kilka kropel oleju

Składniki na farsz:
filet z kurczaka 400 gr
250 gr pieczarek
papryka czerwona i żółta
150 gr szpinaku lub dwie graście
3 cebule w  tym 1 czerwona {dla koloru}
3 ząbki czosnku 
Sos
3 jajka
100 gr sera zółtego
150 ml śmietany 18%
Przyprawy:
łyżeczka kurkumy
łyżka curry
sól
pieprz
czubryca zielona {w każdym sklepie ze zdrową żywnością}
łyżka oregano

Wykonanie
Z mąki i reszty składników zagnieść szybko ciasto i wstawić  do lodówki na 30 min,
Filety z kurczaka pokroić w drobną kostkę i przyprawić curry kurkumą solą i pieprzem,  odstawić na chwilę aby mięso przeszło przyprawami.
Papryki i cebule pokroić w paski i podsmażyć na oleju doprawiając delikatnie solą i pieprzem, gdy papryka zmięknie dodać czosnek pokrojony w plasterki i chwilkę jeszcze poddusić aby uwolnił aromat. Przełożyć do miseczki.
W tym samym garnku {nie myć go} podsmażyć pieczarki, doprawić delikatnie solą i pieprzem i przełożyć do naczynia
Dalej w tym  samym garnku przesmażyć kurczaka i następnie przełożyć do naczynia.
Wyjąć ciasto z lodówki, rozwałkować lub wygnieść nim cały spód naczynia i delikatnie brzegi, nakłuć spód widelcem i podpiec 20 min w temp 180 st C
Na podpieczony spód wyłożyć  warzywa i mięso, przekładając wszystko liśćmi szpinaku, na górę dodać jeszcze kilka liści i wszystko zalać sosem śmietanowo-jajeczno-serowym.(jaja rozmieszać, ser zetrzeć na tarce i dodać do masy śmietanę}
Zapiec w piekarniku przez 30 min w temp. 180 st C
Wiem, że dużo pisania i czytania ale tarte naprawdę szybko się robi:)

SMACZNEGO!




Cudownego weekendu dla Was
Pozdrawiam cieplutko ila:)

poniedziałek, 1 stycznia 2018

ROCZNE PODSUMOWANIE...

Witajcie w pięknym nowym 2018 roku:)
Oby ten nie był gorszy od poprzedniego a mógłby być zdecydowanie lepszy...nie obraziłabym się:)
Nie robię postanowień, nie mam tego w naturze, nie biegnę za tłumem ludzi mówiących a ja w tym roku to... tamto...
Nie wiem co mnie czeka ale liczę na wiele wspaniałych momentów...
Końcówka zeszłego roku pokazała mi, że pewne sprawy muszę po prostu zacząć robić szybciej i wtedy wszystko samo się poukłada. Pomysłów jak zawsze mam pełną głowę i to bez względu na to czy to początek, środek czy końcówka roku, chciałabym je wszystkie zrealizować, taki jest plan nie tylko na początek ale na cały rok!
A dla Was mam jak co rok podsumowanie fotograficzne mijającego roku, niestety niekompletne bo tylko 11 miesięcy, w maju było tak intensywnie, że po prostu czasu zabrakło mi czasu na uwiecznienie tego na blogu:)

Styczeń


Luty


Marzec


Kwiecień


Czerwiec


Lipiec


Sierpień


Wrzesień


Październik


Listopad


Grudzień


Pozdrawiam Was cieplutko i udanego tygodnia życzę ila:)