piątek, 15 czerwca 2012

KWIATY

 Kwiaty kocham od zawsze, już jako mała dziewczynka znosiłam do domu mlecze i kaczeńce- zmory mojej mamy, bo nie mogła doprać później plam na sukienkach , które te kwiaty pozostawiały.
Minęło wiele lat a moja miłość do  kwiatów nadal jest ogromna, czasem aż  sama  się tego boję, bo zdarzyło mi się już dziabnąć kilka okazów z ogródka sąsiadów:). Znoszę do domu wszelkie zielsko z łąk i pól, to czasem silniejsze ode mnie, jednak na szczęście nie jestem z tym sama. Wszystkie siostry mojego małżonka a ma ich aż trzy, uwielbiają kwiaty, więc jak wybieramy się w sezonie na bazary po kwiaty to kupujemy je w ilościach hurtowych:).
Każda z nas lubi te same kwiaty, jednak gdy przyjdzie już co do czego, to wybieramy zupełnie inne...
I dziś chciałam zaprosić Was na taras Izy, gdzie panoszy się biel i zieleń...

 Uwielbiam te gliniane gary




 U mnie nowy nabytek KOSMOS - idiotyczna nazwa dla tak pięknego kwiatu . Swoją drogą, kto wymyśla te dziwaczne nazwy:)?
 I kolejny nabytek w kolorze żółtym... Kwiaty ma bardzo podobne do wrotyczu ale nie znam  nazwy, może któraś z Was wie co to za kwiat, a może to zioła, bo jakoś tak pachnie ziołowo?

Pozdrawiam cieplutko i dużo słoneczka na weekend Wam zasyłam
ila

środa, 13 czerwca 2012

OSTATNI DZWONEK

 Na zerwanie kwiatów bzu czarnego, kto jeszcze nie zebrał kwiatów niechaj się śpieszy:)
 Na moim podwórku rośnie kilka dorodnych okazów, ale z tego co wiem to dosyć pospolite drzewko i można spotkać je wszędzie, także rozglądnijcie się w koło a na pewno znajdziecie bzowe drzewko:)
 Ja mój syrop robiłam według receptury, którą kilka lat temu dostałam od znajomej, i taki najbardziej mi odpowiada

SYROP Z KWIATU CZARNEGO BZU
30 baldachimów bzu
3 cytryny
1kg.cukru
3 litry wody

Z baldachimów odcinamy ogonki, cytryny szorujemy i kroimy w plasterki, dodajemy do bzu i zalewamy wodą. Pozostawiamy pod przykryciem na 2 godziny. Po tym czasie wylewamy wodę i wlewamy potrzebną nam ilość wody do zagotowania. Zagotowujemy miksturę i pozostawiamy na 12 godzin pod przykryciem.
(najlepiej robić to wieczorem). Po 12 godzinach przecedzamy wszystko przez sitko,  i ponownie zagotowujemy. Powinno się gotować 1,5 godziny na wolnym ogniu. Po tym czasie zlewamy syrop do wcześniej wyparzonych słoiczków i odwracamy dnem do góry. Nie pasteryzujemy.
SMACZNEGO!

wtorek, 12 czerwca 2012

SEZONOWE PYSZNOŚCI

 Poziomki to dla mnie owoce zapowiadające nadejście lata. Uwielbiam je, szkoda tylko, że tak trudno dostępne.Dziś wczesnym rankiem wybrałam się w pewne tajemnicze miejsce i nazbierałam sobie kilka pachnących okazów.
Nie było ich na tyle dużo aby powstała konfitura, ale odpowiednia ilość nadawała się aby zrobić ciasto.
Od jakiegoś czasu chodziło za mną ciasto z owocami i zrobiłam. Jednak to nie tradycyjne ciasto, raczej deser bo to owoce zapiekane w kruszonce. Pyszne pachnące owoce najlepiej nadają się do łączenia z kruszonką
Robiłam kruszonkę już z kilkoma rodzajami owoców, wspaniale smakuje z truskawkami i rabarbarem, samym rabarbarem, z rabarbarem i jabłkami, i z rabarbarem z leśnymi poziomkami. Wszystkie wypróbowałam i wszystkie polecam:)
Kruszonka też nie jest tradycyjnie robiona, jest to połączenie mąki, oleju i cukru.
SEZONOWE OWOCE POD KRUSZONKĄ:
składniki
1kg. owoców sezonowych
300g mąki pszennej
kilka łyżek oleju
pół szklanki cukru białego lub brązowego
cukier puder do posypania
wykonanie:
Owoce( w moim przypadku poziomki i rabarbar) myjemy dokładnie i rabarbar kroimy.
Następnie owoce zasypujemy kilkoma łyżkami cukru i mieszamy delikatnie aby się nie rozpadły a puściły sok.
Mąkę wsypujemy do miski dodajemy pozostały cukier i wlewamy olej. Mieszamy tak długo aż ciasto zrobi się delikatnie wilgotne ale nadal pozostanie sypkie. Najlepiej wszystko mieszać dłońmi i grudki spłaszczać palcami. Część ciasta przekładamy do naczyń, w których będziemy zapiekać, na to układamy owoce wraz z sokiem, który puściły i przykrywamy porcją ciasta. Wkładamy do piekarnika na 30 min. do temp 180 st.
SMACZNEGO!


 Z lewej strony ciasto przykryte kruszonką, z prawej już gotowe.
 Posypujemy cukrem pudrem...

 Rozpływające się owoce, ależ pachniały te poziomki:)
Pozdrawiam Was ila

poniedziałek, 11 czerwca 2012

SKANSEN I MUZEUM PSZCZELARSTWA W PSZCZEWIE...

 W Pszczewie byłam już kilka razy ale uwielbiam tam wracać. Mogłoby się wydawać, że już wszystko widziałam a jednak nie, Paweł wiedząc, że uwielbiam wszelkiego rodzaju skanseny i muzea zabrał mnie do SKANSENU I MUZEUM PSZCZELARSKIEGO w Pszczewie. Było cudnie, Filip dowiedział się wielu ciekawych rzeczy na temat wytwarzania miodu przez pszczółki, a i ja znalazłam dla siebie wiele ciekawych rzeczy niekoniecznie związanych z pszczelarstwem. Oprócz ciekawostek na temat pszczół i uli, można zobaczyć tam przedwojenne kieszonkowe wagi, zabytkowe skrzynie, kołowrotki, czy zabytkowe drewniane pralki.
Skansen prowadzony do niedawna był przez małżeństwo, dziś już tylko pani opowiadała nam cudowne historie związane z każdą rzeczą, która znajduje się w muzeum.

 Pszczelich domków jest tam kilkadziesiąt, nie wiem dokładnie ile, natomiast wiem, że pszczółki robią miód już tylko w sześciu. Od kilku lat dziesiątkuje je zaraza, na którą nie ma lekarstwa, i tak do końca nie wiadomo co jest przyczyną ich wyginania.

 Tu ponad 100 letni ul w kształcie kamieniczki. Przepiękny, już troszkę zniszczony, ale nadal pełen uroku, zachwyca swym wyglądem. Z prawej pokazany od tyłu- mieszkało w nim 6 pszczelich rodzin, dla każdej osobne wejście:)


 Cudowne kolory od zieleni po błękity, turkusy, szarości...
 Patron pszczelarzy i Szanowna pani opowiadająca Filipowi historię tego właśnie patrona...


 A tu ul wyrzeźbiony przez właściciela skansenu...
 Muzeum i cudownie opowiadająca pani. Mogłabym jej słuchać bez końca... Nawet o zwykłej świeczce z pszczelego wosku opowiadała całą historię.

 Miniaturowe wagi...
 Przyrządy do czesania sieczki i kolejny zabytek...100 letnia paczka pocztowa, w której przesyłana była cenna królowa
 I mój faworyt - żeliwny wyciskacz do cytrusów:) Z prawej żelazko na węgiel
I jeszcze z mniej przyjemnych rzeczy...
Zmieniłam przeglądarkę internetową, dostosowałam ustawienia blogera i nadal nie mogę wystawiać komentarzy u niektórych z Was:(. Dziewczyny przepraszam Was, ale nie wiem już co robić. Zaglądam do Was regularnie, jednak  nie komentuję bo nie mogę:(.
Pozdrawiam ciepło i życzę Wam udanego tygodnia!
ila

wtorek, 5 czerwca 2012

SPACER PO ŁAGOWSKICH ŁĄKACH...

Dziękuje Wam za komentarze pod wcześniejszym postem, jak dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym "bałaganie" sama:).
Po opublikowaniu posta, dostałam telefon, który przewrócił wszystko do góry nogami, ale nie będę Was tym zamęczać. W ramach terapii wybrałam się na spacer...ŁAGOWSKIE  ŁĄKI  o tej porze roku przepięknie kwitną...chabry, maki, ozdobne trawki i zboża. Wszystkiego po trochu zerwałam i ułożyłam w wiejski bukiecik.
Takie spacery naładowują mnie pozytywną energią na kolejne dni.
Czy wiecie może jak nazywają się te kwiaty?

Wiejski bukiet  polnych kwiatów...

I dawno już ukończone oczko wodne...
Kilka dni po wlaniu wody pojawiły się paskudne glony i woda zrobiła się zielona:(.
Nie mam pojęcia o co chodzi, i jak się tego pozbyć
schodki z kamieni...
Przez kilka dni padał u nas deszcz...wyrosły takie grzyby:)
Kwiaty posiane przy oczku, czekamy na nie...
Goździki niedługo zakwitną, ale hortensje chyba jeszcze nie w tym roku...

I tak oto wygląda oczko. Jest troszkę dziko i surowo ale pasuje całością do otoczenia:)
A teraz wybiorę się do Was, może już mogę wstawiać komentarze.
Życzę Wam słonecznego i udanego długiego weekendu!
ila

poniedziałek, 4 czerwca 2012

LETNIA KOMPOZYCJA PRZED DOMEM

 W weekend kupiłam sobie kwiaty... na poprawę humoru. Praca, bark czasu i ciągły bałagan w domu doprowadzają  mnie do szału... Myślałam, że będzie łatwiej, widocznie się myliłam , a może po prostu nie jestem tak dobrze zorganizowana jak wcześniej sądziłam? Muszę obrać sobie nową strategię. Na początek kwiaty...cudnie pachnąca lantana, ulubione cynie i kochane słoneczniki, niedoceniane przeze mnie wcześniej. W tym roku dałam im szansę- wszystkim!
Co roku żelazna kompozycja- pelargonie i lawenda w tym roku inaczej bo i zmiany się duże szykują, ale na razie sza...:)
A jak Wy sobie radzicie z ogarnianiem domowego CHAOSU? Będę wdzięczna za podpowiedzi:)





Pozdrawiam Was słonecznie:) ila