niedziela, 12 września 2010

LAWENDOWE SERCA...

Witajcie moje drogie:)
Dziś chciałam się Wam pochwalić cudeńkami jakie dostałam od naszych blogowych koleżanek:).
Cudne haftowane serduszka od Anne z Home Sweet Home. Aneczka słynie z szycia przecudnych serduszek i te tylko to potwierdzają. Aniu dziękuję Ci bardzo:)








I kolejne cudowności od Izabeli z Bela Stitches. Zorganizowałyśmy sobie z Izą wymiankę, ja dla niej uszyłam wcześniej pokazywany worek na reklamówki z rumiankami, a w zamian dostałam to serducho z haftem krzyżykowym i przepięknie pachnąca saszetkę wypełnioną aromatyczną lawendą.





Dziś życzę Wam wspaniałej słonecznej niedzieli i pozdrawiam bardzo serdecznie ila:)!!!



piątek, 10 września 2010

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI...

Uwielbiam wrzesień, ta pora roku bardzo przypomina mi czasy, kiedy jeszcze jako panna szwendałam się z przyjaciółkami po wielkich śląskich miastach z aparatem i wchodziłyśmy do wszystkich możliwych zrujnowanych kamienic i czułyśmy się jak w innym świecie. Zdjęcia robiłam zenitem, bo na tamte czasy tylko na niego było mnie stać, choć dziś wcale nie jest inaczej i gdybym tylko miała taką możliwość i wywoływanie filmów byłoby tańsze to nadal bym zenitka mojego poczciwego urzywała. W ciągu zaledwie 10 lat technika cyfrowa poszła tak do przodu, że zdjęcia z nośników cyfrowych można wywoływać za grosze i już mało kto bawi się w wywoływanie filmów, nie wspomnę już o ciemni w zaciszu swojego domu. Kiedyś uwielbiałam to robić, w tej chwili czas i warunki mieszkalne mi na to nie pozwalają a i materiały są kosmicznie drogie. Szkoda, bo fotografia tradycyjna powoli idzie w zapomnienie, dziś liczy się wygoda i czas, a czas to pieniądz! Dziś nikt nie zastanawia się nad robieniem zdjęć, nad koncepcją i przemyślanym kadrem, dziś ludzie myślą..."mam cyfrówkę to będę robił tyle zdjęć ile się da, może akurat jakieś fajne wyjdzie", mało kto przykłada do tego wagę. Kiedyś trzeba było przemyśleć kadr, pobawić się manualnie ustawieniami i bardziej się szanowało aparaty, dziś one same za nas robią zdjęcia!

W planach mamy z Pawłem kupno cyfrówki, nie jakiejś wyszukanej , za niewiadomo jakie pieniądze, bo osobiście jestem zdania, że aby robić ciekawe zdjęcia, wcale nie trzeba posiadać wyszukanego sprzętu, wiele z Was to pokazało na swoich blogach!



Zdjęcia pochodzą z ruin dawnego PGR...













Wnętrze starej kamienicy w Gliwicach...



Ruiny zamku w Strzelcach Opolskich






A jakie jest Wasze zdanie na temat sprzętu fotograficznego?











środa, 8 września 2010

LEŚNE SKARBY

Filip nadal chory i uziemiona siedzę z nim w domu, biedaczek ma dosyć tego , i już nie wiemy jakie zabawy wymyślać. Mi z kolei brakuje energii i nic się nie chce robić, jakoś dzisiaj taki kiepski dzień mam. Paweł pracuje do późna i jak wraca z jednej pracy to szykuje się do kolejnej i tak w kółko. Jednak dziś miałam możliwość na chwilkę wyskoczyć do lasu- było cudnie, nawet te kilkanaście minut sprawiło, że odzyskałam energię i dobry nastrój a do tego przyniosłam sobie mech i szyszki, z których powstała kolejna jesienna dekoracja. Zrobiłam kule z mchu, niezwykle proste do wykonania a efekt zadowalający, do tego są naturalną ozdobą stołu i przede wszystkim bardzo trwałą, bo mech bardzo ładnie wygląda nawet zasuszony. W tej chwili kuleczki leżą na wiklinowej tacy bo jakoś nie mam koncepcji co by z nimi jeszcze zrobić, może porozkładam je na parapecie albo porozrzucam gdzieniegdzie, zobaczymy!
Jeśli którejś z Was podobają się to można bardzo szybko je wykonać, wystarczy szara gazeta, drut, zielona nitka i oczywiście mech. Gazetę drzemy na różne wielkości i zwijamy w kulkę(mi Filipek pomagał:)). Ja mam kilka wielkości i fajnie ze sobą wygadają:), gazetową kuleczkę ściskamy drutem i tym samym nadajemy jej kształt kulki, następnie owijamy mchem i nitką:)
A później robimy z nimi co chcemy, ładnie też wyglądają pod szklanym kloszem lub na tacy(robiłam przymiarki:))

Bardzo dobrze nadaje się do ich zrobienia mech zdzierany z kamieni lub spróchniałych pni- jest cieniutki i czysty od spodu:)




Pozdrawiam Was cieplutko ila!!!


poniedziałek, 6 września 2010

POWOLI JESIEŃ SIĘ ZACZYNA...

jednak u mnie nadal w letnim klimacie, a to za sprawą owocowej sałatki, jaką zrobiłam dla mojego przedszkolnego zucha bo coś biedaczek mi się rozchorował:(. W przedszkolu już niewyraźnie wyglądał a teraz leży w łóżeczku. Mam nadzieję, że witaminki szybko postawią go na nogi i obejdzie się bez wizyty u lekarza, bo bardzo tego nie lubię, zawsze jak tylko się lekko podziębi to od razu staramy się podawać mu sprawdzone przez nasze babcie i prababcie leki z domowej apteczki.
Skład takiej sałatki raczej nie jest odkryciem jednak ja do niej dodałam jeszcze orzeszki, rodzynki i miód.

Dla Filipa siedzenie w domu jest największą karą na świecie, jak usłyszał, że jutro z przedszkola nici to od razu zepsuł mu się humor, no ale co zrobić jak mus to mus, trzeba się wykurować.





Zaczynam pomalutku przygotowywać dom na nadejście jesieni, wrzosy i bluszcze o tej porze koniecznie muszę mieć w domu, w tym roku jeszcze nigdzie nie spotkałam ozdobnych dyń więc powciskałam miedzy gałązki wrzosu zimowe jabłka:). Poznosiłam też z dworu pelargonie, a na ich miejsce powsadzam wrzosiki.
Podobno wrzosu nie powinno się mieć w domu bo przynosi pecha i takie tam różne, ale ja w to nie wierzę, co roku mam kilka wrzosów i jakoś nic się nie dzieje, a co ma być to i tak nas nie ominie, bez względu na wszystko. Gdybym słuchała tych wszystkich osób co wymyślają te wszystkie głupoty to chyba niczego bym w domu nie miała a, że nie wspomnę o zasuszonym bukiecie ze ślubu:)













Pozdrawiam Was ciepło w te chłodne dni i życzę Wam dużo zdrowia:) ila!



niedziela, 5 września 2010

MINIONY WEEKEND...

Witajcie, nie będę się dziś rozpisywać opowiem Wam za pomocą zdjęć o wspaniale minionym weekendzie:), zapraszam serdecznie do oglądania!







Wyjazd bardzo udany ale też bardzo chłodny i nie obyło się bez ciepłego kocyka i cieplutkiej herbatki z cytrynką








Mieliśmy okazje podziwiać piękne krajobrazy...




i zachody słońca nad J. Lubikowskim






Pozdrawiam Was juz niestety jesiennie ale nadal cieplutko i dziękuję za wszystkie komentarze jakie u mnie zostawiacie:)
ila!














środa, 1 września 2010

PIERWSZE KOTY ZA PŁOTY

Dziś szczególny dzień w życiu nie tylko mam ale i ich pociech. Mój skarb dziś po raz pierwszy przekroczył próg przedszkola i... w przeciwieństwie do Filipa ja bardzo to przeżyłam.
Do przedszkola mamy niespełna trzy kilometry więc troszkę musieliśmy się nachodzić, a im bliżej byliśmy celu tym mocniej serce mi waliło, plątanina myśli i uczuć nie dawała mi spokoju, a co się okazało- Filipek wszedł do przedszkola jakby był w nim stałym bywalcem, za to ja myślałam, że się rozpłaczę jak bóbr. Chwilkę oswajał się z dzieciaczkami ale po chwili już się pięknie bawił. Gdy wracałam do domu coś w środku mnie ścisnęło, czułam się jakbym była bez ręki, no ale co zrobić muszę się przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy- mój syn jest już przedszkolakiem!!


A czy wiecie co robi matka przyszłego przedszkolaka w nocy gdy nie może spać?
Szyje woreczek na kapcie i inne niezbędne rzeczy:)






Musiałam czymś zająć ręce i myśli:)
Od kilku dni po blogowym świecie wędruje zabawa w "lubię", i dostałam do niej zaproszenie przez Aśkę z Mojej chwili, Asiu dziękuję Ci bardzo:)
Zasady są znane należy zaprosić do tej zabawy dziesięć osób i poinformować je o tym w komentarzu
Trzeba też wymienić dziesięć ulubionych rzeczy lub czynności, ja za chwilkę to zrobię jednak teraz chciałabym zaprosić do niej wszystkie blogowe koleżanki, bo dlaczego mam wybierać tylko 10 skoro wszystkie Was lubię:)
LUBIĘ...
-spacery z moimi chłopakami
-odgłos spadających jesienią liści i śpiew ptaków na łące
-lubię(kocham) mój dom i miejscowość, w której mieszkam
-twórczych ludzi
-prowadzić bloga:)
-lubię patrzeć na padający za oknem śnieg
- wieczorami siedzieć w blasku świec z lampką wina
-sprawiać innym radość
-kwiaty
-lubię po prostu być!
Pozdrawiam Was cieplutko ila:)!!