środa, 9 listopada 2016

RUSZYŁAM:)

Witajcie:)), jak obiecałam na blogu ZAPACH RUMIANKU ukazały się nowe posty, aż trzy
bo chciałam jakoś podzielić serducha kolorami.
No jakoś serca najbardziej mi "leżą" próbowałam szyć choineczki i gwiazdki ale rezultat mnie nie zadowalał, a z serduchem poszaleć można, a poza tym to nie chcecie innych ozdób z tego co mi wiadomo więc serca dla Was szyję:))
W tym roku pojawiły się nowe wzory, wieczorami siedziałam i wymyślałam i tak oto możecie zobaczyć moją autorską jemiołę czy choinkę, mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu bo ja jestem zadowolona ( i jaka skromna:)))
I jeszcze z masą solną się przeprosiłam powstały reniferki w świątecznych kubraczkach i mikołaje z długą brodą, te robiłam dla koleżanki na jarmark, przy najbliższej okazji podam dzień i miejsce, w którym jarmark się odbędzie, może któraś z Was zechce " odwiedzić" moje zwierzątka:))
Pozdrawiam Was cieplutko i zasyłam słoneczko, które u mnie właśnie zaświeciło:)
ila:)










wtorek, 8 listopada 2016

LISTOPADOWA ODSŁONA KUCHNI

Długo już nie pokazywałam kuchni od strony drzwi wyjściowych, więc dziś to czynię:)) A zaszły dosyć spore zmiany kolorystyczne, bardziej ze względów wizualnych i praktycznych niż z samej chęci zmiany, otóż musiałam przemalować blat kuchenny:(((. Padło na kolor brązowy, a to dlatego,że to jedyny kolor który zakrył niechciane czarno-sine zacieki przy zlewie. Okazało się, że pan który montował nam zlew niestety nie zabezpieczył sylikonem ani lakierem drewna przy wyciętym otworze zlewowym i szybko drewno piękne i jasne zaczęło zmieniać kolor na siny a później na czarny:((((. Doprowadzało mnie to do szału, próbowałam zeszlifować w tym miejscu zacieki ale niestety wżarły się głęboko w drewno i nic to nie dało. Po całkowitym zeszlifowaniu resztek lakieru powierzchnię zabezpieczyłam brązowym drewnochronem. Blat jest teraz bardzo ciemny ale woda "nie stoi" na nim ale skrapla się i nie wsiąka w drewno. W kuchni zrobiło się z tego powodu dosyć ciemno, więc musiałam też zmienić zasłonki na całkowicie białe, dla kontrastu i delikatnego rozjaśnienia, teraz za to pasują do białych cegieł. Przy samej ścianie zamocowałam też dla zabezpieczenia przed wilgocią drewniane listwy. 
Po wymianie drzwi, futrynę i ścianę przy nich obudowaliśmy szeroką drewnianą listwą, teraz wyglądają na bardzo masywne i mają identyczny kolor jak blat kuchenny i stół. Okazało się,że mam w tym kolorze jeszcze kilka kuchennych drobiazgów, więc wszystkie je powyciągałam i kuchnia nieco zmieniła charakter, no ale nadal to moje ulubione miejsce w domu:)

Dziś dosyć sporo zdjęć, bo pożyczyłam aparat aby zrobić świąteczną sesję moim serduszkom, a w międzyczasie popstrykałam też kuchenkę:))
A jutro zapraszam do ZAPACHU RUMIANKU  i na facebooka, abyście mogły zobaczyć co wymodziłam.
Wytrwałym dziękuję za uwagę
Buziaki dla Was ila:)




 Z prawej strony na zdjęciu widoczny fragment nowej futryny i drzwi...










A tu na zdjęciu zalążek tego co już jutro na blogu:)


środa, 26 października 2016

JESIENNE AKCENTY

Już jakiś czas temu w moim domu pojawiły się drobne jesienne akcenty, no ale zepsuł mi się aparat i niestety nie mam możliwości zrobienia zdjęć:(((. To zdjęcia z telefonu, i są kiepskiej jakości, ale chwilowo takie będą, nie mam wyboru, bo albo będę robić je telefonem albo zupełnie przestane pisać, no a że obiecałam Wam, że nie przestanę pisać to musicie wybaczyć mi ich jakość:)

W korytarzu na ścianie zawiesiłam szydełkowe serwetki, bo nie miałam innego pomysłu, a odkąd pozbyłam się  zielnikowego wieszaka, mam ogromny problem z zagospodarowaniem tej ściany. Wisiało już lustro, wisiały grafiki botaniczne i różne wieszaczki ale ciągle mi coś w tym nie odpowiadało, myślałam nawet o zawieszeniu papierowych motyli, no ale w końcu zdecydowałam się na koronki i chyba to była dobra decyzja:)
Jesień kocham za kolory, ale nie szaleję zakupowo i nie kupuję rzeczy "na chwilę", które za miesiąc będę chować do pudeł, wolę coś co tylko zaakcentuje tą porę roku, czyli dynie, z których mogę zrobić pyszną zupkę czy apaszkę musztardową, którą ubieram w chłodne dni, chociaż ten kolor nie należy do twarzowych i osobiście nie lubię jej nosić;) No i koniecznie wrzosy, one muszą być zawsze choć jedna sztuka ale musi być! W tym roku przed domem zrobiłam bardzo prostą kompozycję, jak pogoda pozwoli to zdobię zdjęcia.


W pokoju też tylko dynie, skusiłam się na pomarańczowe w tym roku.
A na półeczce wisi girlanda z filcowych żołędzi, już jakiś czas temu ją zrobiłam


Filcowe żołędzie mają tylko cztery kolory starałam się odcienie dopasować do rzeczy, które mam już w domu. Bardzo je lubię:)




Pozdrawiam Was cieplutko i dziękuję, że zaglądacie.
Cudownego popołudnia
ila:)

wtorek, 11 października 2016

KUCHENNI POMOCNICY

 W końcu ogarnęłam kuchenne szuflady i wszelkie zakamarki, szpargały używane na co dzień trzymam pod ręką w glinianym pojemniku. Uwielbiam wszelkiego rodzaju drewniane i emaliowane utensylia. Wszystkie, które mam w domu kupuję na starociach, nawet łyżki i widelce obiadowe mam ze staroci, bo jak ich nie kupować jak tak pięknie wyglądają:)
Kolekcję wciąż uzupełniam, bo ciągle mi mało.
Chwilowo poluję na okrągłą deskę do krojenia z rączką i wałek do ciasta - kolejny! z fantazyjnymi uchwytami.






Deski do krojenia tu tylko część zbiorów, w szale gotowania używam wszystkich:))




Ukochana świnka od Al, lekko już zdewastowana


Siekacz do ziół, latem codziennie używany chwilowo odpoczywa...


I sosnowe deseczki - dzieła Pawła, uwielbiam je, nadają się świetnie do serwowania potraw jak i do krojenia.


 A jeśli Wy zechciałybyście podzielić się zdjęciami swoich kolekcji ze mną, to z ogromną przyjemnością opublikowałabym je na blogu:)) adres do przesyłania zdjęć: ilka82@op.pl

Pozdrawiam Was cieplutko
ila:)

poniedziałek, 26 września 2016

SAŁATKA Z ZIELONYCH POMIDORÓW

Witajcie:))
Dziś mam dla Was przepis na przepyszną sałatkę z zielonych pomidorów, tak mi się jakoś zachciało napisać tego posta:)

Pierwszy raz sałatkę z zielonych pomidorów jadłam u mojej najukochańszej cioci Ewy, a miałam wtedy zaledwie kilkanaście lat, od tamtej pory szukałam przepisu aby ją odtworzyć i w końcu znalazłam. Bazą i głównym składnikiem sałatki są niedojrzałe, jeszcze zielone pomidory...
Kto jeszcze sałatki tej nie jadł, to koniecznie musi spróbować!
Pomidory dobrze, żeby były z własnego ogródka a jeśli nie mamy takowych to idziemy na bazarek, szukamy pani, która sprzedaje własne pomidory i zamawiamy sobie zielonych, tyle ile nam potrzeba:). Ja tak właśnie zrobiłam i zimą będę się zajadać moją pyszną sałatką:)

Podaję podstawowy przepis na zalewę, bo pomidory kroimy w plastry a następnie tą zalewą zalewamy.

SAŁATKA Z ZIELONYCH POMIDORÓW
3 kg zielonych pomidorów, pokrojonych w cienkie krążki
3 małe cebule pokrojone w plasterki

składniki zalewy:
3 dag. soli
pieprz
ziele angielskie po kilka ziarenek do każdego słoika
liść laurowy- 1 na słoik
10 dag. cukru
pół litra wody
1/10 l octu 10%

Pokrojone warzywa wymieszać z solą, zalać zalewą i pozostawić na 24 h. Potem zalewę zlać dodać cukier, kilka ziaren pieprzu, ziela angielskiego, i liść laurowy i zagotować pod przykryciem. Pomidory i cebulę ciasno ułożyć w słojach, zalać przygotowanym płynem, zamknąć słoje i pasteryzować ok 25 min.

SMACZNEGO!!!














Pozdrawiam Was ciepło
ila:)

czwartek, 22 września 2016

PROSTA CODZIENNOŚĆ...

Dzień dobry:)!
Dziś tylko kadry, niech same opowiadają
Pozdrawiam ila:)



















poniedziałek, 5 września 2016

CZARNO TO WIDZĘ...

I kolejny rok szkolny się zaczął a z nim już tradycyjnie przemeblowanie w Filipa pokoju, całe wakacje męczył mnie, że chce inne ciemniejsze kolory i... CZARNY, ale jakoś nie mogłam się przemóc,zwłaszcza do koloru czarnego myślałam, że zrobi się ponuro i ciemno, na szczęście się myliłam:). 
A oto efekt:)
Zmieniłam tylko ramki z białych na czarne, za kilka złotych w lumpie udało mi się kupić koc w odpowiednich kolorach, przemalowałam w sumie na czarno tylko literę B a na szaro kilka innych rzeczy. Przestawiłam bardziej pod okno biurko i dostawiłam do niego metalowy pomocnik kuchenny. Znajdują się w nim teraz najpotrzebniejsze rzeczy do szkoły.
Zabawne jak za sprawą zaledwie kilku niewielkich rzeczy można odmienić charakter pokoju.
Pokój stał się teraz bardziej męski, w końcu mam już w domu nastolatka:))






Sen z powiek spędzają mi jeszcze białe komody, może je też machnę pędzlem, muszę się zastanowić...  ciemny szary ciekawie by pewnie wyglądał, co sądzicie:))?


Na półkach znajdują się  teraz wszystkie najpotrzebniejsze i ulubione rzeczy, wszystko jest pod ręką.


No i moja zmora- podłoga, wytarta strasznie, i też pod pędzel pójdzie ale do tej pracy to muszę się uzbroić w morze cierpliwości




Przestrzeń pod skosami wykorzystana maksymalnie, już nic nie wcisnę, nad czym bardzo ubolewam.




Na ścianie przy schodach z kolei powstała mała galeryjka z rodzinnymi fotografiami, a w pokoju...


cudowne słoneczniki z własnego ogrodu, napawam się ich widokiem całe dnie:)






Dziewczynki kochane ten bukiet słoneczników jest dla Was:), przekonałyście mnie, że to co robię jak robię i jak piszę jest dla Was ważne, za co bardzo dziękuję:))
Ostatnie dwa miesiące były dla mnie bardzo trudne, a maili, w których dociekałyście co i jak rozwiązaliśmy, nie było łatwo mi czytać a już bardziej tego rozgrzebywać, dlatego postanowiłam na chwilę się od tego wszystkiego odciąć. Do tego jeszcze doszło wiele innych rzeczy, w tym twórcza niemoc i  tak powoli zaczęłam "odchodzić" z bloga. Nie wiem kiedy znowu coś napiszę, bloga nawet jeśli przestanę pisać, to nie usunę go bo to duży kawał mojego życia, a nie chce go tak po prostu kasować tylko, że nie będzie mnie już tak często jak dotychczas.
Dziękuje Wam za tyle cudownych komentarzy, pozostawionych pod poprzednim postem, czytałam je wiele razy i za każdym razem łezka w oku mi się kręciła, bo okazało się, że jeszcze na tym świecie są dobrzy ludzie, którzy myślą podobnie jak ja. Za to OGROMNE DZIĘKI!!!!!

Cudownego tygodnia  Wam życzę
ila:)